Piotr Aleksander Nowak

Tagi: , , , ,

 

Lutnictwem zajmuję się od kołyski.

Mój ojciec jest stolarzem i wzornikiem przemysłowym, co wywarło na mnie wpływ. Od kiedy pamiętam, tworzyłem rzeczy z drewna, robiłem rysunki techniczne. Gdy miałem czternaście lat, zacząłem grać na gitarze i dość szybko zrozumiałem, że lutnictwo to moje powołanie, pasja, telos. Z drugiej strony – nigdy nie zachwycały mnie możliwości brzmieniowe i dynamiczne gitary. Dopiero teraz zaczynam tworzyć instrumenty, które satysfakcjonują mnie jako muzyka i kompozytora.

Jestem twórcą gitary współczesnej, która mam nadzieję, stanie się kiedyś gitarą najbardziej charakterystyczną dla XXI wieku. Oprócz gitar staram się robić eksperymenty np.: zupełnie kosmiczne akustroniczne kontrabasy albo skrzypce, które nazywam też współczesnymi ze względu na gatunek użytego drewna. Każde dziwactwo (nawet najbardziej nieudane) uczy mnie bardzo dużo o naturze dźwięku, o rożnych typach konstrukcji i materiałów.

Poza tym, jak wspominałem, jestem gitarzystą i kompozytorem, na swoim koncie mam współkompozycje do trzech albumów zespołu Duch, dwa kwartety gitarowe i mniejsze utwory na gitarę.  Oprócz tego nagrywam w swoim studio i nagłaśniam koncerty. Praca reżysera dźwięku to kolejny sposób na zrozumienie, o co w dźwięku chodzi. Te wszystkie zajęcia zabierają mi sporo czasu, ale ponoć na kartach historii zapisują się tylko tytani pracy.

Zdjęcia z archiwum Piotra Aleksandra Nowaka

 

KONTAKT:

Piotr Aleksander Nowak

Miechów

e-mail: paninstrumenty@icloud.com

https://www.facebook.com/PAN.instrumenty

Lucjan Kościółek

Tagi: ,

Jestem lutnikiem, muzykiem, lirnikiem, propagatorem lirnictwa i sztuki lutniczej.  Angażuję się w wiele działań edukacyjnych i promocyjnych, zarówno na dużych festiwalach np.: Festiwal Wszystkie Mazurki Świata, Folkowisko, Wschód Kultury, Jarmark Jagielloński, jak i również lokalnie, prezentując dzieciom i młodzieży w szkołach i w mojej pracowni dawne instrumenty. 

Moja przygoda z instrumentami rozpoczęła się bardzo wcześnie, już w szkole podstawowej, kiedy to do moich rąk trafiła gitara. Z czasem przyszła kolej na mniej popularne instrumenty, próby nagrywania dźwięków otaczającej mnie rzeczywistości oraz pierwsze kroki w komponowaniu. Można powiedzieć, że dźwięki otaczały mnie od zawsze. To jest mój świat. 

Lutnictwo w moim życiu zaczęło się od poznania Mistrza Stanisława Wyżykowskiego. Zawitałem do Jego pracowni po raz pierwszy w 2009 roku, towarzysząc znajomemu w odbiorze liry korbowej. Świat instrumentów widzianych od środka zafascynował mnie tak bardzo, iż postanowiłem spróbować swoich sił w tym fachu. Nadarzyła się ku temu okazja, ponieważ w owym czasie uczyłem się gry na skrzypcach. Dysponowałem jedynie tanim, fabrycznym egzemplarzem, więc profesjonalny, lutniczy postanowiłem… zrobić sobie sam!…Mistrz Wyżykowski dostrzegł we mnie talent i potencjał – i tak rozwinąłem skrzydła. To w jego pracowni zgłębiałem pierwsze tajniki budowy lir korbowych oraz innych instrumentów. Poznawałem kolejne rodzaje drewna, jego właściwości oraz niezmienność sprawdzonych reguł sztuki lutniczej. Nieoceniona jest również pomoc Stanisława Nogaja przy budowie mojej pierwszej liry.

 

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, mówią… Obecnie w mojej pracowni buduję takie instrumenty jak: skrzypce, lira korbowa, fidle klawiszowe, viola da gamba, moraharpa, citola, suka biłgorajska, fidel płocka, basetla, surdynka. Największym zainteresowaniem cieszą się liry korbowe. Jest to dla mnie swoisty powód do radości, ponieważ lira jest instrumentem, w którym dozwolona, a nawet pożądana, jest kreatywność. Nowe rozwiązania niejednokrotnie potwierdziły osiągnięcie lepszego brzmienia, ale to już sekret każdego lutnika. Można tu zaszaleć z nietypowym kształtem, kolorystyką czy detalami. 

Do każdego projektu staram się podchodzić indywidualnie. Nie interesuje mnie masowe powielanie modeli – pracownia lutnicza nie jest fabryką. Instrumenty są jak ludzie, mają duszę.  Trzeba się w nie wsłuchać by je poznać.

Zajmuję się również naprawą i renowacją instrumentów, które uległy zniszczeniu. Do takich, które „ożywiłem” zaliczają się m.in. kontrabasy, wiolonczele, altówki, skrzypce, gitary. To niesamowite co kryją czasami ich wnętrza…

Zdjęcia z archiwum Lucjana Kościółka

Kontakt:
Krasne k. Rzeszowa
www.lucjankosciole
.youtube.com/LucjanKościółek
facebook.com/lucjankosciolek
instagram.com/lutniklucjan/?hl=pl
lucjankosciolek@interia.pl
tel: +48 603851563

 

Roman Klucha

Urodziłem się 15.06.1942 r. w Rudzie Solskiej koło Biłgoraja, województwo lubelskie. Rodzice byli rolnikami, ojciec dodatkowo był dobrym stolarzem, wykonywał też wiele innych zawodów. Jako mały chłopiec pasłem krowy i strugałem prymitywne skrzypeczki. W wieku 10 lat zrobiłem skrzypce dłubane. Dwa lata później z pomocą ojca prawdziwe klejone, te już dobrze grały. W tamtym okresie zrobiłem jeszcze dwie sztuki. Ostatnie z 1957 roku zostawiłem dla siebie, dwie sztuki sprzedałem uczniom ze szkoły pedagogicznej. Z lutnictwem była długa przerwa, grywałem tylko czasami na potańcówkach i rodzinnych uroczystościach. Zdobyłem wykształcenie, doskonaliłem zawody, których nauczył mnie ojciec, zdobyłem parę nowych. Z wykształcenia jestem technikiem mechanikiem. Służyłem w wojsku, założyłem rodzinę, zbudowaliśmy z żoną Karoliną dom w Biłgoraju i wychowaliśmy dwóch synów. Pracowałem w budownictwie jako operator koparek i spychaczy, potem na wielu innych stanowiskach. Zawsze myślałem o powrocie do mojego hobby czyli lutnictwa, nigdy nie było na to czasu. Może i dobrze się stało bo jest to bardzo precyzyjna robota, zajmuje dużo czasu a zysku z tego nie ma. Jak poszedłem na emeryturę, mogłem sobie dłubać przy instrumentach bez przerwy, zima lato. Tak mnie to wciągnęło, że zrobiłem ponad dwadzieścia instrumentów. Na razie nic z tej kolekcji nie sprzedałem wszystkie są w domu, wiszą na ścianach i często są przegrywane, bo podobno jak się nie gra na skrzypcach to tracą dźwięk. Moje instrumenty są zrobione trochę inną techniką jak fabryczne. Boczki z surowego drewna leszczyny grubości około 3 mm wyginam na zimno i tak zasuszam. One cały czas sprężynują, powodują naprężenia, deski też celowo robię trochę krzywe aby powodować naprężenia. Nieraz mam kłopoty przy klejeniu muszę posiłkować się klamrami. Zrobiłem tez cztery instrumenty trochę inne jak skrzypce, mają większe pudło, szyjka zamiast tradycyjnym ślimakiem zakończona głową kobiety. Nazwałem to coś „Karolinka” gra to całkiem dobrze prawie lepiej jak skrzypce.

Kiedyś w regionalnej gazecie, przeczytałem o Zbigniewie Butrynie z Janowa Lubelskiego i o suce biłgorajskiej. Była tam wzmianka czego biłgorajska jak jej w Biłgoraju nie ma. Postanowiłem zrobić Sukę Biłgorajską i niech dalej zachowa swą nazwę. Butryn pozwolił mi odwzorować i mogłem się zabrać do pracy. Zrobiłem suki swoją metoda, nie dłubane tylko gięte na zimno, rzeźbione i klejone. Moje suki są czterostrunowe podstawek półokrągły jak u skrzypiec można pojedynczo pociągać smyczkiem po każdej strunie, daje to czysty wyraz granej melodii. Gra się oczywiście metoda paznokciową przyciskając z boku strunę paznokciem. Jedną podarowałem szkole muzycznej w Biłgoraju, może tam ktoś będzie na niej grał bo w rodzinie jakoś nie ma zainteresowania. Wnuki mają talent muzyczny, tylko chęci mało, może kiedyś się to zmieni. Mam taką nadzieję a na razie sam uczę się dość często grania na suce. Idzie mi całkiem dobrze opanowałem już wiele melodii. Polubiłem szczególnie jedną sukę, ma głos jak dzwoni ta zostanie w domu. Wykonanie jednej suki zajmuje miesiąc pracy. Chyba już zakończę przygodę z  lutnictwem, kariery nie zrobiłem ale jest satysfakcja i jest na czym grać.

 Roman Klucha
 Bohaterów Monte Cassino 47, Biłgoraj
tel: 693 900 615

Anna i Rajmund Kicman

Tagi: , , ,

Ceramiką zajmujemy się z zamiłowania od ponad 25 lat. Jesteśmy samoukami w tej dziedzinie i jest to nasza pasja. Nawiązujemy do dawnych tradycji ludowego garncarstwa, które oprócz niezbędnych w gospodarstwie wyrobów oferowało plastykę figuralną tj. przedstawienia rozmaitych zwierząt, ptaszków a także figurki korespondujące z polskimi świętami i zwyczajami pojawiające się w szopkach i kapliczkach: rozmaici święci, kolędnicy, anioły, baranki.

Ważną częścią naszej pracy jest wykonywanie grających figurek – tradycyjnych gwizdków w kształcie ptaków, koników, postaci ludzkich przedstawiających dawne zawody (np. olejkarza) lub postaci historyczne (Stańczyk) i legendarne (Jan Twardowski, Lajkonik). Robiliśmy też kiedyś kapelę krakowską, kolędników i wiele innych. Figurki te posiadają dwa lub trzy otworki do zmiany wysokości dźwięku. Gwizdawki zainspirowały nas do wykonania instrumentu glinianego z pełną gamą. I tak powstały okaryny i flety – zwykle strojone w tonacji C lub F.

Wszystkie prace wykonujemy ręcznie, od ulepienia do zdobienia szkliwami nakładanymi pędzelkami. Wypalane są dwukrotnie: biskwit 900 stopni C i drugi wypał po poszkliwieniu w temperaturze 1030 stopni C.

Zdjęcia z archiwum Anny i Rajmunda Kicmanów

Kontakt

Anna i Rajmund Kicman
Leokadia blisko Łaskarzewa
tel. 605 966 622

http://www.ceramika-kicman.ovh.org/

 

Katarzyna Bednarz

Tagi:  

Jestem twórczynią instrumentów, lutniczką z wykształcenia.

Moja przygoda z lutnictwem zaczęła się, gdy miałam 15 lat i rozpoczęłam naukę w Szkole Plastycznej im. Antoniego Kenara w Zakopanem. Uczyłam się tam pod okiem cudownego pedagoga – prof. Stanisława Marduły. Po liceum podjęłam studia na Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu. Moimi nauczycielami byli prof. Antoni Krupa i jego syn Marcin Krupa. 

Kiedy studiowałam w Poznaniu, uczestniczyłam w kolejnych edycjach Festiwalu Ethno Port, podczas których zobaczyłam wiele niezwykłych  instrumentów i poznałam ludzi, którzy zainspirowali mnie do robienia instrumentów ludowych. Wśród nich szczególną rolę odegrali: Malwina Paszek i Stanisław Nogaj. To oni okazali się najlepszym źródłem wiedzy na temat lir korbowych i to oni zmotywowali mnie do wykonywania lir.

zdjęcia: Piotr i Dorota Piszczatowscy

Podczas 17 lat pracy w rzemiośle lutniczym zrobiłam: pięcioro skrzypiec klasycznych, jedną gitarę klasyczną, ukulele i około 20 lir korbowych. Staram się, żeby każdy z instrumentów był wyjątkowy i „mój”. Obecnie jestem na etapie renowacji skrzypiec ze skrzydlatą duszą Antoniego Hybla z kolekcji PTTK w Gorlicach. Wzorując się na tym modelu, buduję nowe instrumenty, które posłużą w przyszłości do prowadzenia wykładów i warsztatów o tym artyście z moich okolic.

Każdy z wykonanych przeze mnie instrumentów ma swoją szczególną historię. Robione na zamówienie liry wykonane są z uwzględnieniem oczekiwań i marzeń klientów, ale w taki sposób, żeby wiadomym było, że wyszły spod mojej ręki. To ludzie są moją inspiracją –  ci, którzy u mnie zamawiają, ale także malarze z różnych epok historycznych przedstawiający na swoich obrazach instrumenty. Nie zawsze udaje mi się w sposób pewny zinterpretować zamysł techniczno – muzyczny ukryty w detalach czy kształcie namalowanego instrumentu. Niejednokrotnie zagadką jest to, jak instrument ma finalnie wyglądać i brzmieć. Budowanie instrumentu za każdym razem jest wyzwaniem a zarazem niezwykłą przygodą. 

zdjęcia: Piotr i Dorota Piszczatowscy

W mojej pracowni często pojawiają się instrumenty, których naprawy nikt nie chce się podjąć. Wyglądają, jak zdekompletowane puzzle 3D, w dodatku zjedzone przez robaki i czas. Jednak po wielu tygodniach wspólnego przebywania w jednym pomieszczeniu, zaczynamy znajdować nić porozumienia np. w postaci kilku strun albo włosia… I okazuje się, że jak bardzo się chce, to wiele się uda. I że takie instrumenty mogą zagrać jeszcze na niejednej potańcówce.

Od 2014 roku regularnie uczestniczę w Targowisku Instrumentów w Warszawie. Spotykam tam ludzi, którzy cieszą się z tego, co robią i robią to, co kochają. Podczas Targowiska panuje niezwykle przyjazna atmosfera a po Targowisku zawsze mam wiele refleksji związanych z podejściem twórcy do wykonywanych instrumentów. W tworzeniu instrumentów nie chodzi tylko o to, żeby trzymać się pewnych „ram”. Każdy lutnik chce na własny sposób pokazać, że jego instrument jest szczególny, jedyny w swoim rodzaju.

Muszę przyznać, że są też dni, kiedy wszystko idzie jak po grudzie, bo klej nie chce kleić, bo dłuta nie chcą współpracować, bo lakier źle się nakłada i trzeba go zmyć… Ale instrument to wdzięczna „istota”, która odpłaca się za trud i pracę. Moment, w którym zakłada się struny, wystarczy, żeby na twarzy pojawił się uśmiech. A gdy widzimy, że instrument daje innym radość przy śpiewach i tańcu, wszystko nabiera sensu.

zdjęcia z archiwum Katarzyny Bednarz

 

Kontakt:
Katarzyna Bednarz
Kobylanka 379

38-303 Kobylanka
tel. 510112632
facebook.com/kasia.bednarz

Krzysztof Choruta

Tagi:

W swoim życiu odnalazłem kiedyś piękną pasję – sztukę ludową. Towarzyszy mi ona od blisko 20 lat. Wykonane przeze mnie rzeźbione ptaszki i aniołki goszczą w wielu domach, wywołując wiele uśmiechów i radości. Jednak tradycyjne jarmarki ludowe, na których bywam, to nie tylko sztuka ludowa, to również płynąca ze sceny muzyka, tak osobliwa i urokliwa, że trafia wprost do serca. Trafiła również do mojego.

Kiedy byłem nastolatkiem, podobnie jak większość moich kolegów, słuchałem Led Zeppelin i Perfectu. Wtedy zapadła pierwsza ważna decyzja: ja też chcę grać. Pierwszą gitarę tzw. pudło, zrobiłem własnoręczne razem z moim Ojcem w garażu. Potem, za zaoszczędzone kieszonkowe, kupiłem sobie gitarę „Defil”. Zapisałem się też na kółko muzyczne do domu kultury, gdzie realizowałem się, jako początkujący muzyk amator. Ale to mi nie wystarczało. Ciągłe „dudnienie w pokoju” oraz pragnienie posiadania jeszcze lepszego instrumentu, kazały mi nieustannie majsterkować w przydomowym warsztacie. Tam powstawały moje kolejne, coraz to lepsze, gitary. W taki to sposób nabywałem nowych doświadczeń w budowaniu instrumentów.

Kilkanaście lat temu, na jednym z jarmarków sztuki ludowej, spotkałem Andrzeja Staśkiewicza, obecnie mojego przyjaciela z Kurpiów. Wyjął z torby coś, co wyglądało, jak pół gitary i pół akordeonu. Od pierwszych chwil zafascynowałem się tym instrumentem… I tak zaczęła się moja przygoda z lirą korbową. Wtedy też wydobyłem z liry pierwsze dźwięki. Nie był to żaden utwór ludowy, ale fragment solówki gitarowej Deep Purple – „Highway Star”. Wszystkich słuchających ta wersja „bardzo urzekła”. Łzy ze śmiechu płynęły jak rzeka i bolały nas brzuchy przez resztę dnia. Od tej pory zacząłem zbierać informacje potrzebne do tego, aby spełnić swoje nowe marzenie – zbudować własną lirę korbową. Teraz, po kilkunastu latach, mam już własny instrument, oczywiście zbudowany własnoręcznie.

Ciągle buduję następne, wprowadzając kolejne usprawnienia. Muzyka, jaką gram, również się zmieniła. Skrzętnie wyszukuję w różnych źródłach utworów pisanych na lirę pochodzących z Francji, Niemiec, Holandii, Szkocji… Uczę się gry ze słuchu. Ciągle poszerzam swój program. Czasami otrzymuję zaproszenia do zagrania minirecitali i wygłoszenia krótkiej pogadanki o historii tego instrumentu. Lira to instrument, któremu bezgranicznie oddałem serce. Poświęcam jej cały swój wolny czas.

Zbudowanie liry to wielkie wyzwanie, to długi i złożony proces. Trzeba posiadać wiedzę dotyczącą różnych dziedzin, np. konstrukcji i budowy instrumentów, stolarstwa, tokarstwa… Trzeba mieć opanowane przynajmniej podstawy muzyki. Bez zaplecza technicznego, czyli odpowiednich narzędzi, również niewiele można zdziałać. Ale mimo wszystko każdego zachęcam, aby spróbował swoich sił i zbudował sobie taki instrument – a potem grał i grał…

Zdjęcia z archiwum Krzysztofa Choruty

 

KONTAKT

Krzysztof Choruta

Sokołów Podlaski

e-mail: likola@wp.pl

 

Michał Umławski

Tagi:

Gdyby nie rok 1974, w którym w Szymanowie koło Rawicza powstał Regionalny Zespół „Wisieloki” i rok 1983, w którym założycielka zespołu – Anna Brzeskot – postanowiła włączyć do niego dzieci, dzisiaj niewiele młodych osób w naszej najbliższej okolicy wiedziałoby, co to dudy, a już na pewno nikt z młodzieży nie potrafiłby na nich grać. Bowiem jeden z niewielu w naszym regionie, młody jeszcze nauczyciel gry na dudach wywodzi się właśnie z Młodzieżowego Zespołu Regionalnego „Wisieloki”.

Tym nauczycielem jest Michał Umławski. Do zespołu wstąpił stosunkowo późno, w wieku 10 lat. Jego rówieśnicy byli członkami „Wisieloków” już od piątego lub szóstego roku życia. W zespole tańczyli też jego młodsza siostra Małgorzata i brat Jarema. Michał dziwnie patrzył na ich „ludowe” wyczyny, aż do momentu, kiedy w ferie zimowe wraz z rodzicami odwiedził swoje rodzeństwo na jednym z systematycznie odbywających się w tych czasach obozów kondycyjnych. Praca zespołu (szczególnie pod okiem choreografa) bardzo mu się spodobała i postanowił zostać członkiem „Wisieloków”. Szybko nadrobił zaległości i został bardzo dobrym tancerzem.

Tańcząc w zespole, przysłuchiwał się też grze na dudach w wykonaniu nieco starszego kolegi. Za namową rodziców i pani Anny Brzeskot w roku 1992 zaczął pobierać naukę gry na tym instrumencie u pana Franciszka Brzeskota, współzałożyciela „Wisieloków”. Nie było to łatwe przedsięwzięcie, nie tylko ze względu na specyfikę instrumentu, ale też na osobę pana Franciszka, który okazał się bardzo wymagającym nauczycielem. Pierwszy sukces odniósł w 1994 roku, kiedy po występie mistrz – uczeń (mistrz Franciszek Brzeskot, uczeń Michał Umławski) na Turnieju Dudziarzy Wielkopolskich w Kościanie został przyjęty do grona dudziarzy wielkopolskich.

Przez wiele lat Michał wraz z siostrą Małgorzatą (grającą na skrzypcach podwiązanych), jako członkowie młodzieżowej kapeli dudziarskiej zespołu „Wisieloki” przygrywali tancerzom do tańca w czasie prób i koncertów. Z sukcesami brali też udział w różnych przeglądach i turniejach dudziarskich. Ważniejsze z nich to: Turniej Dudziarski Kościan-Czempiń-Gołębin Stary, Konkurs w Bukówcu Górnym im. Piotra i Floriana Ratajczaków, Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu, Międzynarodowy Festiwal Dudziarski w Strakonicach i wiele innych.

Umiejętność gry na dudach to jednak nie wszystko, Michał w ślad za swoim nauczycielem Franciszkiem Brzeskotem został budowniczym dudów. Jego pierwszy instrument powstał w 1996 roku, wkrótce potem zbudował kolejne 3 instrumenty, z których jeden w roku 2001 został zakupiony przez Zespół Pieśni i Tańca „Cepelia” z Poznania jako upominek dla Ojca Świętego Jana Pawła II i znajduje się w Muzeum Watykańskim. W 1996 roku Michał został wysłany przez Franciszka Brzeskota na swoje pierwsze w życiu warsztaty dudziarskie, gdzie spotkał pasjonatów w tej dziedzinie. Do dzisiaj aktywnie uczestniczy on w odbywających się co roku w Wielkopolsce Spotkaniach Budowniczych Dud i Kozłów. W 2001 roku był inicjatorem i jednym z organizatorów takich warsztatów w Szymanowie – swojej rodzinnej miejscowości.

Postanowił również podjąć się niecodziennej sztuki uczenia gry na dudach wielkopolskich i skrzypcach podwiązanych. Odbyty staż w rawickim Domu Kultury i dostęp do archiwów DK pozwolił Michałowi reaktywować istniejącą przed laty Kapelę Rawickich Dudziarzy. I tak były członek „Wisieloków” podjął próby naboru do kapeli w rawickich i okolicznych szkołach i przedszkolach. I o dziwo, w dobie komputerów i muzyki elektronicznej udało mu się zainteresować dudami kilkanaście osób, które zaczęły uczęszczać na prowadzone przez niego zajęcia w Domu Kultury. Oprócz tego, że Michał grał na dudach i je budował, folklor zafascynował go do tego stopnia, że w roku 2004 ukończył kierunek etnologii i antropologii kulturowej na Wydziale Historycznym UAM w Poznaniu i uzyskał tytuł magistra etnologii. Jest również pedagogiem.

Obecnie jako Prezes Fundacji Dudziarz.eu – Wielkopolskie Kapele Dudziarskie stara się podtrzymać trzydziestoletni dorobek kapeli dudziarskiej w Lesznie.

Zdjęcia: Piotr i Dorota Piszczatowscy

KONTAKT

Michał Umławski
tel. 602 508 472
www.Fundacja Dudziarz.eu
e-mail: fundacja@dudziarz.eu
Wielkopolskie Kapele Dudziarskie
Leszno