Szczepan Dembiński

Tagi: , , , , , , , ,        

    Moją przygodę z muzyką zacząłem w wieku sześciu lat. Pierwszym instrumentem na którym uczyłem się grać była lira korbowa. Lekcji udzielał mi mój tata. Chęć wspólnego muzykowania z rówieśnikami sprawiła, że zostałem członkiem zespołu muzyki dawnej Rocal Fuza. Wtedy też zamieniłem koło i korbę liry na smyczek fideli. Przez lata koncertowania z Rocal Fuzą doskonaliłem umiejentności gry na fideli, rebecu oraz violi da gamba. Równolegle z działalnością kameralistyczną uczęszczałem do Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Stanisława Moniuszki w Jeleniej Górze, gdzie zgłębiałem tajniki gry na wiolonczeli pod czujnym okiem pani Haliny Buszyńskiej.

Zabawne jest to, że wybrałem ten instrument tylko dlatego, że mój starszy brat już na nim grał a ja bardzo chciałem mu dorównać (nie było to łatwe wyzwanie). Los jednak sprawił, że już po  kilku pierwszych lekcjach zakochałem się w brzmieniu tego basowego odpowiednika skrzypiec.

zdjęcia Piotr i Dorota Piszczatowscy

Wybierając kierunek studiów, postanowiłem połączyć obie życiowe pasje i tak zostałem adeptem wiolonczeli barokowej. Ukończyłem Akademię Muzyczną im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu, w klasie Bartosza Kokoszy (2017 – profil kameralno-orkiestrowy, 2019 – profil solistyczny) a następnie studiowałam u Hilary Metzger i Yaëlle Quincarlet (Pôle Supérieur de Musique de Poitiers – Pôle Aliénor). Technikę gry szlifowałem podczas kursów mistrzowskich z Rachel Podger, Alison McGillivray, Markusem Möllenbeckiem, Ageet Zweistrą Jakubem Kościukiewiczem, Teresą Kamińską i in. Obecnie występuje jako solista i kameralista. Jestem założycielem zespołu Ensemble Baroque du Poitou oraz członkiem grup: Das Lausitzer Barockensemble, Oak Brothers, Serenissima Res Publica i Projekt ’93.

Od najmłodszych lat przesiadywałem w warsztacie przyuczając się do lutniczego fachu. Mój tata – Ryszard Dominik Dembiński był uczniem Tibora Ehlersa (1917 – 2001) twórcy instrumentów ludowych oraz historycznych z Betzweiler-Wälde (Schwarzwald). Testując instrumenty wykonane przez ojca, zwróciłem uwagę, że każdy z nich potrzebuje zupełnie innego smyczka. Zaskoczyło mnie, że barwa oraz możliwości techniczne instrumentu tak bardzo zależne są od narzędzia, jakim wydobywa się z nich dźwięk. Po kilku latach bezowocnych poszukiwań smyczków odpowiednich dla moich archaicznych instrumentów postanowiłem samodzielnie nauczyć się je wytwarzać.

zdjęcia Piotr i Dorota Piszczatowscy

Początki były dosyć trudne. Do dziś kilkanaście nieudanych egzemplarzy spoczywa na dnie skrzyni starannie ukrytej przed ludzkimi spojrzeniami. Kolejne modele były coraz lepsze, czytałem też mnóstwo książek i artykułów związanych z tą tematyką. Przełomem okazał się staż u Antoine i Jérôme Lacroix w Poitiers (Francja). Czas spędzony w warsztacie przy Rue de la Cathédrale wspominam z ogromnym sentymentem. Intensywna praca, znakomita kompania, zapach kalafonii i czarnej kawy…

zdjęcia Piotr i Dorota Piszczatowscy

Można u mnie zamówić smyczki do instrumentów średniowiecznych, renesansowych oraz barokowych  tj.: rebec, viola da braccio, viola da gamba,  violone, skrzypiec, altówki, wiolonczeli i kontrabasu. Cały czas poszukuję kolejnych wyzwań. Wykonuję żabki w typie clip in oraz ze śrubką do naciągu włosia. Chętnie podejmę się również zrobienia smyczka nietypowego, na specjalne zamówienie.

zdjęcia Piotr i Dorota Piszczatowscy

 

Kontakt

Szczepan Dembiński

Świeradów-Zdrój
telefon: +48 691 049 589
e-mail: szczepan.dembinski@gmail.com

facebook: szczepandembinskibows

Stanisław Bafia

Tagi: , , , , , , , ,

 

Nazywam się Stanisław Bafia i jestem lutnikiem. Chociaż… jako mały chłopiec myślałem, że będę lotnikiem.

Urodziłem się i wychowałem w Gliczarowie Dolnym. Tam też chodziłem do szkoły podstawowej i od małego grałem na akordeonie. Pewnego razu rodzice zapytali mnie, czy chciałbym uczyć się w szkole muzycznej. Chętnie przystałem na ten pomysł i w wieku 9 lat zacząłem uczęszczać do szkoły muzycznej w Poroninie.

Jakoś w tym czasie, w któreś wakacje, kolega pokazał mi swoje książki o lotnictwie.  I niespodziewanie samoloty – ich budowa, rozmaite modele i historie z nimi związane, wciągnęły mnie bez reszty. Zacząłem kolekcjonować zdjęcia, czasopisma, książki – wszystko, co z nimi się wiązało. Za jakiś czas wpadłem na pomysł, żeby robić drewniane modele samolotów. Dlaczego drewniane? Bo nie wiedziałem, że można kupić gotowe części z plastiku, a z drewnem miałem do czynienia od urodzenia. Mój Tata – doskonały cieśla – bez przerwy opowiadał o swojej pracy, o drewnie, o lesie i … o muzyce na skrzypcach, na których gra do dzisiaj. 

Kiedy budowałem modele samolotów, nie byłem świadomy, że stopniowo sama praca z drewnem stawała się ważniejsza od tego, co w końcu powstawało. Coraz częściej też pomagałem Tacie w różnych zadaniach ciesielskich i coraz częściej ściągałem ze ściany jego skrzypce.

Kiedy moja edukacja w szkole podstawowej dobiegła końca, kończyłem też I stopień szkoły muzycznej. Mój nauczyciel akordeonu zaproponował mi kontynuację nauki gry w szkole II stopnia. Jednak mnie ciągnęło gdzie indziej. I tak, w 1997 roku, rozpocząłem naukę w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych im. A. Kenara w Zakopanem, na kierunku lutnictwo artystyczne. W szkole tej, pod okiem prof. Stanisława Marduły, wykonałem swoje pierwsze instrumenty. Dalej już wszystko zaczęło kręcić się wokół instrumentów smyczkowych.

Zdjęcia: Piotr i Dorota Piszczatowscy

Po szkole średniej przyszedł czas na studia. Kontynuowałem naukę zawodu lutnika na Akademii Muzycznej w Poznaniu (jedynej szkole wyższej w Polsce kształcącej lutników) pod kierunkiem prof. Antoniego Krupy. Podczas studiów zbudowałem 9 instrumentów: skrzypce, altówki oraz violę da gamba. W międzyczasie brałem udział w rozmaitych projektach muzycznych jako skrzypek, sekundzista i kontrabasista. 

Obecnie prowadzę swoją pracownię lutniczą w Ciścu, w Beskidzie Żywieckim. 

Zdjęcia: Piotr i Dorota Piszczatowscy

Tu buduję instrumenty klasyczne (skrzypce, altówki, wiolonczele) oraz ludowe (złóbcoki i piszczałki). Wykonuję również bardzo dużo renowacji instrumentów i smyczków. Gram muzykę góralską. Pomiędzy tymi rozmaitymi aktywnościami wychowuję dzieci – dosłownie z dłutami i instrumentami w rękach. Moja pracownia mieści się w naszym domu. Mam blisko siebie – i dzieci, i instrumenty i narzędzia.  

Zdjęcia z archiwum Stanisława Bafii

Kontakt:

Stanisław Bafia
Cisiec
501437962
lutnik.stbafia@gmail.com
facebook.com/lutnikst.bafia

 

Basso Diviola

Tagi:  Mój pierwszy instrument zrobiłem dosyć późno. Miałem 22 lata i pamiętam, że na jednym z festiwali folkowych zetknąłem się z instrumentami budowanymi ze starych puszek, desek i różnych śmieci. Wtedy bardzo chciałem grać na violi basowej, a że na prawdziwą gambę nie było mnie stać to postanowiłem spróbować swoich sił jako lutnik. Przez całe wakacje siedziałem w piwnicy i ze sklejki, kilkudziesięciu śrubek i różnych śmieci zbudowałem coś, co ważyło 10 kilogramów i wydawało nawet niezłe dźwięki. Dla mnie liczyło się tylko to, że dało się na tym grać. Ten instrument towarzyszył mi przez następne lata domowego grania, osłuchiwania się z repertuarem i zbierania nut. Tak było do czasu kiedy nie zachciało mi się czegoś lżejszego, lepiej brzmiącego i przede wszystkim mającego 7 strun. Teraz jak sobie o tym myślę to dochodzę do wniosku, że gdybym wtedy zbudował 7 strunową violę to być może nie wydarzyłoby się nic z tego co mam teraz. Skoro potrzeby motywują do działania to wygląda na to, że uratowała mnie jedna struna. Kiedy przerabiałem pokój w moim mieszkaniu na pracownię nie myślałem jeszcze o robieniu viol z prawdziwego zdarzenia. Początkowo planowałem jak najmniejszym kosztem zrobić coś pomiędzy moim pierwszym instrumentem a prawdziwą violą. Potem w jakimś dziwnym przypływie odwagi i natchnienia stwierdziłem że przeskoczę ten etap i pójdę na całość. Chyba to był moment kiedy na dobre zaczął się mój proces rozwoju, nabywania doświadczenia i stawania się twórcą viol. Myślę że będzie trwał do końca mojego życia. Nie mam żadnego formalnego wykształcenia w tym kierunku i nie uczyłem się u nikogo. Sam zacząłem stopniowo gromadzić narzędzia, materiały, zdjęcia, nagrania. Odwiedzałem różne muzea i prywatne kolekcje, chodziłem na koncerty i oglądałem z bliska instrumenty. Kupowałem plany i robiłem własne rysunki techniczne. Mam to szczęście że sam nauczyłem się grać na violi i myślę że to także niezwykle ważne narzędzie w warsztacie lutnika. Rodzinę tych zapomnianych na ponad 200 lat instrumentów zacząłem poznawać na długo przed zajęciem się lutnictwem. Stopniowo odkryłem niesamowitą różnorodność form i brzmień. W zależności od okresu historycznego, kraju i panującej w nim mody viole przyjmowały przeróżne kształty i rozmiary. Miały różne skale i były budowane z wielu gatunków drewna. Jedne były zupełnie surowe a inne były, i często są nadal, misternie zdobionymi dziełami sztuki. Dla mnie to ogromna płaszczyzna i bogactwo środków do wyrażania siebie i szukania spełnienia. Mogę się czuć jak stwórca, bo ze starego i martwego kawałka drewna tworzę żywy byt mający swoją osobowość, zdolny do wywoływania emocji i cieszący oko i ucho. Mam bardzo osobisty stosunek do moich viol. Nadaje im imiona, staram się codziennie na nich grać żeby ich brzmienie nie „zasnęło”. W końcu to moje córki.

Zdjęcia z archiwum Basso Diviola

KONTAKT: couchhokku@gmail.com . http://goldenviol.tumblr.com Basso Diviola na FB

   

Ryszard Dominik Dembiński

Tagi: 

Od dziecka miałem kontakt z muzyką, ponieważ w domu rodzinnym wszyscy śpiewali i muzykowali. Od 5 roku życia uczyłem się grać na pianinie. W 14 roku życia zacząłem naukę gry na flecie prostym i gitarze a także na puzonie w orkiestrze przyklasztornej u o. Filipinów na Świętej Górze. Od dziecka trochę rzeźbiłem, pomagałem ojcu w naprawie dawnych mebli, próbowałem też zrobić instrument muzyczny (to było skrzyżowanie rozwalonego pudła rezonansowego skrzypiec z szyjką zniszczonej gitaro-lutni) Instrument oczywiście nie grał ale dość ciekawie wyglądał (mam go do dziś).

Tak naprawdę moja przygoda z instrumentami wiąże się z zespołami muzyki dawnej, które prowadzę. Sam początek jest dość ciekawy…
W 1991 r. założyłem zespół muzyki dawnej „Rocal Fuza” , zaczęliśmy grać oczywiście na NRD-owskich używanych fletach. Było to straszne ale zawsze jakiś początek. Po dwóch latach dzałalności poproszono nas o oprawę Międzynarodowych Targów Turystycznych w Stadthalle w Görlitz. Dzieciaki oczywiście pobrały ze stoisk, na pamiątkę, różne foldery. Po dwóch dniach przyszła do mnie Kasia, żeby pokazać mi jaki dziwny instrument jest na jednym ze zdjęć . Tym instrumentem okazała się lira korbowa…. byłem w szoku… tego nam było potrzeba! Niewiele myśląc napisałem do tego Biura Podróży ze Szwarcwaldu, prosząc aby przekazano (załączony) mój list do pana, który trzyma lirę korbową.

Jak nie trudno się domyślić, prosiłem owego budowniczego dawnych instrumentów o kontakt ponieważ interesuje mnie lira korbowa. Po sześciu dniach otrzymałem list od Tibora Ehlrsa (owego lutnika) który zapraszał mnie do siebie, żebym mógł obejrzeć instrumenty a poza tym bardzo był zainteresowany tym, że prowadzę młodzieżowy zespół muzyki dawnej. Oczywiście czym prędzej wybrałem się „maluchem” do Szwarcwaldu. Wszedłszy do domu Tibora oniemiałem z zachwytu! Prawie wszystko co znajdowało się w domu grało… Po obiedzie usiedliśmy w pokoju dziennym – muzeum (samych viol da gamba wisiało na ścianach ok. 20-tu).

Lirę korbową, jak się okazało, dla mnie miał już gotową choć mieliśmy dopiero o niej rozmawiać. Właściwie po stosunkowo krótkiej rozmowie zabrał mnie do pracowni i zacząłem pomagać mu w budowie zaczętego instrumentu. Zostałem zarażony!!! Od tego czasu nie wyobrażałem sobie mojej egzystencji bez budowania dawnych instrumentów. Wiele lat jeździłem do Tibora aby się uczyć. Płytę którą nagrał mój zespół „Rocal fuza” – „…poszukiwanie brzmienia średniowiecza…” dedykowaliśmy Tiborowi Ehlersowi naszemu wielkiemu mecenasowi i przyjacielowi. Ponieważ w tamtych czasach w Polsce oprócz NRD-owskich fletów ciężko było zdobyć dawne instrumenty zacząłem przywozić od Tibora wspólnie zbudowane instrumenty (Scheitholt, fidele kolanowe, harfy, Gemshorny..) . Po kilku latach, dzięki pomocy Tibora zacząłem sam budować kopie dawnych instrumentów. Założyłem kolejne zespoły: „Tiboryus”, Ugly racket quartet”, „Rustica puellae” „Dominiques consort” i najnowszy „Od Nova” (który gra już głównie na moich instrumntach). Obecnie buduję violę da gamba i wiolonczelę barokową dla duetu „Oak Brothers” (moich synów, którzy studiują a tych instrumentach na Akademii Muzycznej we Wrocłwiu).

Prowadziłem seminaria na temat dawnych instrumentów i wystawiałem moje prace m. in. na Akademii Muzycznej we Wrocławiu, w PSzM II st.w Głubczycach, na zamku w Łęczycy, w Muzeum Ziemi Kaliskiej w Kaliszu, w Krakowie, P.Sz.M w Sopocie, P.Sz.M. w Zgorzelcu, w P.Sz.M. W Legnicy podczas festiwali: Zabrzańskie Dni Muzyki Dawnej, Maj z Muzyką Dawną we Wrocławiu oraz „Wielki Renesans” w Akademii Muzycznej w Niżnym Nowgorodzie w Rosji. Od 1993 roku organizuje Międzynarodowe Spotkania z Muzyką Dawną w Świeradowie-Zdroju, gdzie można zobaczyć i posłuchać moich instrumentów, które grają obecnie w wielu polskich zespołów.

Buduję instrumenty: dawne harfy, liry korbowe, fidele da braccio i kolanowe, cymbały, tubmaryny, viole da gamba, Scheitholty, citole, gitterny, cister, mandory, rebeki, psałteria.

zdjęcia:
Piotr i Dorota Piszczatowscy
oraz  archiwum Dominika Dembińskiego

 

KONTAKT
Dominik Dembiński

www.facebook.com/pages/Rocal-Fuza
tel: 504 962 727

 

Stanisław Wyżykowski

Tagi: , , , , , , , , ,

 

„Jestem równocześnie takim korektorem i budowniczym instrumentów, który z olbrzymią troską i uczuciem podchodzi do każdego naprawianego instrumentu. W swoim warsztacie uratowałem, przywróciłem do świetności niejeden stary, zniszczony instrument.

Ktoś nazywał mnie nawet nowatorem i ostatnim budowniczym liry korbowej.  Jestem człowiekiem, który całe swoje życie poświęcił konstruowaniu i umiejętności gry właśnie na tym instrumencie”.

Stanisław Wyżykowski

 

Stanisław Wyżykowski urodził się 3 maja 1927 roku w Haczowie. Miał czterech braci i sześć sióstr, każde z nich potrafiło grać i śpiewać, wyrastał więc w atmosferze zamiłowania do muzyki. Wspomina, że ojciec muzykował z Szajną, często gościł u siebie braci Kaszowskich i Władysława Rymara, którzy byli wówczas członkami orkiestry haczowskiej. Miał również okazję przysłuchiwać się dyskusjom na temat liry korbowej, kupionej przez Szajnów za pół miarki pszenicy, o którą później wypytywał ojca i która zapadła mu głęboko w pamięć.

Za swój pierwszy występ publiczny uznaje nieśmiałą próbę grania na skrzypcach w czasie lekcji śpiewu w szkole powszechnej. Uczył się, poznawał również zapis nutowy, aż w końcu już po okupacji w 1946 roku, za namową znajomego muzyka wojskowego, poszedł na czteroletni kurs gry na skrzypcach do szkoły muzycznej w Krośnie. Warto zaznaczyć, że szkołę opłacił za zarobione przez siebie pieniądze, aby odciążyć ojca od wydatków. Jak sam mówi, dniami ćwiczył, a nocami pracował. Okazał się na tyle zdolnym uczniem, że kurs ten skończył w dwa lata.

Już w 1947 roku był członkiem małej orkiestry symfonicznej przy Krośnieńskich Zakładach Przemysłu Lniarskiego, gdzie grał drugie skrzypce. Później pracował w różnych zakładach jako stolarz, ciągle jednak myśląc o lirze korbowej. W 1965 roku trafił do Krośnieńskich Hut Szkła. W Zakładowym Domu Kultury działała kapela ludowa „Stachy”, której kierownik Stanisław Inglot poprosił pana Wyżykowskiego o zrobienie dla zespołu liry korbowej. Wtedy jeszcze niezbyt dokładnie rysował się w wyobraźni kształt liry i pomocne okazało się kino objazdowe, gdzie wyświetlano francuską komedię. Na filmie dwóch lirników prowadziło korowód weselny i można było dokładnie zobaczyć kształt instrumentu. Poza tym, w muzeum w Krośnie była stara, dwustuletnia, rozbita lira Szajnów, którą podjął się naprawić, co dało mu możliwość dokładnego zapoznania się z budową tego instrumentu. Właśnie ta lira służyła przez jakiś czas Bronisławie Masłyk ze wsi Malinówka, która śpiewała i grała w kapeli „Stachy”. Później lira ta trafiła do muzeum w Bieczu. Te wszystkie zdobyte doświadczenia dały w końcu możliwość wykonania w 1967 roku pierwszego, własnego instrumentu.

Kolejne lata to koncerty z kapelą „Stachy”. Repertuar oparty był o folklor podkarpacki, składał się z około siedmiuset melodii z przyśpiewkami. Utworów uczono się ze słuchu – nie były rozpisywane za pomocą nut na poszczególne instrumenty. Kapela „Stachy” odnosiła wiele sukcesów, między innymi na festiwalach w Tarnowie, Kędzierzynie, Jeleniej Górze, Grudziądzu, występowała w radiu i telewizji, nagrywała płyty. Zdobyła wiele dyplomów i eksponatów, listów pochwalnych oraz wyróżnienie Ministra Kultury.

W latach 1983-1986 Stanisław Wyżykowski, przebywając na rencie, zajmował się naprawami instrumentów smyczkowych i gitar. Od 1986 roku przeszedł na emeryturę, co pozwoliło mu zająć się konstruowaniem lir korbowych. Do dzisiaj mieszka w Haczowie, aktywnie konstruując kolejne instrumenty i uczestnicząc w wielu wydarzeniach muzycznych, również poza swoim regionem. Kilka lat temu skonstruował dwa niezwykle cenne i unikalne instrumenty: średniowieczną odmianę liry korbowej o nazwie organistrum oraz lirę basową, której jest jedynym konstruktorem w Polsce.

Stanisław Wyżykowski cieszy się dużym szacunkiem i poważaniem, o czym mogą świadczyć nagrody i podziękowania: tytuł Indywidualności Roku 1997 Regionu Brzozowskiego, Nagroda II Stopnia im. Franciszka Kotuli przyznana w 1999 roku (w szczególności za rekonstrukcję liry korbowej) przez Muzeum Etnograficzne im. F. Kotuli w Rzeszowie, podziękowanie Muzeum Regionalnego im. Adama Fastnachta w Brzozowie za bezpłatne przekazanie liry korbowej w 1999 roku, wyrazy podziękowania Instytutu Języka Polskiego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach za wszechstronne przedstawienie kultury ludowej Haczowa. W 1995 roku zdobył nagrodę za rękodzieło w III Ogólnopolskim Konkursie Na Budowę Ludowych Instrumentów Muzycznych, organizowanym przez Muzeum Ludowych Instrumentów Muzycznych w Szydłowcu. W 2005 roku, w IV edycji tego konkursu, zdobył II nagrodę. Jego liry z muzeum w Szydłowcu były prezentowane na wystawach czasowych między innymi w 2008 roku w Muzeum Podkarpackim w Krośnie i na zamku w Baranowie Sandomierskim, w 2009 roku w Muzeum Wsi Radomskiej w Radomiu i Muzeum Kultury Ludowej w Węgorzewie. Jego instrumenty były wykorzystane podczas premierowego pokazu filmu Pan Tadeusz, jak również podczas nagrania ścieżki dźwiękowej do filmów Ogniem i mieczem oraz Wrota Europy.

Poświęcał też wiele czasu na pracę edukacyjną w zakresie nauki gry na skrzypcach czy lirach, kierując przez kilka lat zespołem „Młode Staszki”. Wielokrotnie prowadził wykłady połączone z prezentacją swoich instrumentów w szkołach i podczas spotkań lirniczych. Grał również koncerty; jednym z najbardziej niezwykłych był Podniebny koncert na lirę, zagrany podczas lotu paralotnią. Ważną częścią jego pracy było również przekazywanie wiedzy w zakresie budowania instrumentów. Jednym z pierwszych uczniów, który zresztą do dzisiaj zajmuje się budową lir, jest Stanisław Nogaj. Zainteresowanie budową instrumentów zainspirowało także innych twórców, którzy zasięgali wiedzy u Mistrza w tej dziedzinie.

Osobie Stanisława Wyżykowskiego zostało poświęconych kilka prac dyplomowych, m.in.: Stanisław Wyżykowski jako lirnik i wytwórca lir korbowych na Rzeszowszczyźnie autorstwa Jolanty Jaracz, Podtrzymywanie lirnictwa w Polsce. Stanisław Wyżykowski, Stanisław Nogaj – sylwetki, budownictwo, wykonawstwo autorstwa Darka Trzcińskiego, a także artykuły autorstwa Zbigniewa Przerembskiego, Stanisław Wyżykowski z Haczowa – ostatni lirnik ludowy w PolsceInnowacje w budowie lir korbowych oraz wiele innych artykułów w prasie regionalnej. Jedną z najważniejszych pozycji jest książka autorstwa Stanisława Wyżykowskiego Lirnik z Haczowa, w której dzieli się wiedzą historyczną i doświadczeniem w budowie lir. Jako zakończenie niniejszego artykułu pragnę tu zacytować tekst z zakończenia tejże książki, w której Wyżykowski pisze:

Tekst: Stanisław Wyżykowski, Darek Trzciński, Stanisław Nogaj

« 1 z 2 »

Zdjęcia Piotr Piszczatowski

 

Kontakt

Stanisław Wyżykowski
Haczów, woj. podkarpackie

tel. 13 439 13 69

Matthew Farley

Tagi: , , , ,

 Jestem muzykiem-amatorem, twórcą instrumentów. Lutnictwem zajmuję się od ukończenia nauki w 2011 roku. Co zabawne, najlepiej gram muzykę, której nie gra się na robionych przeze mnie instrumentach – trudno byłoby grać oryginalnego amerykańskiego bluesa z lat 20′ i 30′ na instrumentach średniowiecznych czy barokowych!

Przygodę z lutnictwem zacząłem zupełnie przypadkowo. Kiedyś pracowałem jako nauczyciel języka angielskiego. Jednym z miejsc, gdzie uczyłem, była niewielka szkoła wyższa pod Rzymem, w Zagarolo.  A jednym z moich studentów okazał się być szlifujący swój angielski lutnik. Zaczęliśmy rozmawiać, potem pojechaliśmy z żoną obejrzeć jego warsztat i wkrótce dotarło do mnie, że chciałbym spróbować tego zajęcia. Niedługo potem Marco [Salerno] przyjął mnie do terminu. Nauczył mnie, jak robić średniowieczne skrzypki, viole da gamba, lutnie, skrzypce oraz… pizzę!

Teraz skupiam się na rozwoju mojej tożsamości i indywidualnego stylu lutniczego. Na początku tej drogi chodziło raczej o wykształcenie kompetencji, czyli robienie instrumentów, które działają. Po osiągnięciu tego poziomu, zaczął się etap szlifowania umiejętności. Obecnie poszukuję sposobów na osiągnięcie coraz lepszego brzmienia, większej estetyki, lepszego ogólnego wrażenia – czyli generalnie coraz lepszego dopasowania do potrzeb muzyka. Mam teraz o wiele mniej lęku niż na początku, płynącego z pytań typu “Czy to zadziała?”. Pytanie, które obecnie sobie zadaję to “Jak?”, które zakłada, że potrafię sobie poradzić z wyzwaniem. Czuję, że cały ten lęk jest już daleko za mną. Dotarłem do miejsca, gdzie odczuwam przede wszystkim ciekawość.

Następnym marzeniem jest przekazanie części wiedzy moim synom, aby sami doświadczyli wytwarzania czegoś i mogli czerpać z tego przyjemność. Na razie jednak są tak mali – niespełna dwuletni – że większą przyjemność sprawia im niszczenie niż tworzenie.

Wytwarzam głównie instrumenty europejskie z czasów średniowiecza, renesansu i baroku, obejmujące różne rodzaje skrzypiec, viole da gamba, rebeki i inne. Tego typu instrumenty mają zupełnie inne brzmienie niż to, do którego przyzwyczailiśmy się słuchając współczesnych orkiestr. Są one wyposażone prawie wyłącznie w struny zrobione ze zwierzęcych jelit i mają specyficzne brzmienie, które określiłbym jako “mniej skoncentrowane”. W dzisiejszych czasach króluje przede wszystkim brzmienie głośne. W przeszłości jednak to rezonans miał chyba większe znaczenie.

Zdjęcia: Piotr Piszczatowski

Rzadko pracuję nad jednym instrumentem naraz. Zawsze mam na warsztacie cztery lub pięć różnych instrumentów. Mogę oszacować mniej więcej, że czas na wykonanie prostszych instrumentów, np. skrzypiec średniowiecznych to kilka tygodni. Konstrukcja większych, bardziej skomplikowanych instrumentów dekorowanych zabiera kilka miesięcy. Ale wolę pracować nad kilkoma instrumentami jednocześnie. Dzięki temu, kiedy zmęczy mnie przyglądanie się jednemu z nich, mogę przerzucić się na następny i spojrzeć na niego “świeżym okiem” dzięki zmianie scenerii. Zamówienie to prosta sprawa – wystarczy zadzwonić lub napisać, o jaki instrument chodzi. Czy ma to być kopia instrumentu historycznego lub własny pomysł na instrument (mam klientów obu rodzajów).  Po czym uzgadniamy cenę i termin realizacji. Po wpłaceniu zaliczki klient zostaje wpisany na listę projektów. Obecnie czas oczekiwania wynosi średnio sześć miesięcy.

Autorytetem oczywiście był mój mistrz, Marco. Nadal powołuję się na jego opinię i przekaz w wielu sprawach, ale jestem też otwarty na opinie innych twórców, muzyków. Coraz częściej mogę też już bazować na własnych przemyśleniach i doświadczeniu. Sprawia mi teraz przyjemność badanie zachowanych historycznych instrumentów (również w formie rysunków technicznych) i próba odtworzenia procesu myślowego oryginalnego twórcy. Stanowi to materiał do eksperymentów lutniczych, które przeprowadzam, jeśli czas pozwala.

Coś, co bardzo podoba mi się w muzyce dawnej, to właśnie żywa współpraca i partnerstwo pomiędzy muzykami a lutnikami. Po stronie muzyków występuje płaszczyzna społeczna obca wielu innym rodzajom muzyki. Ludzie schodzą się po to, aby wspólnie grać, dzielić się doświadczeniem I być razem. Wirtuozeria jest mniej w cenie niż współpraca nad tworzeniem czegoś pięknego. Wielu lutników wywodzących się z tej tradycji to osoby bardzo otwarte, dzielące się informacjami na temat technik, eksperymentów i porażek. Wychodzą z założenia, że tworzenie piękna jest naszym wspólnym celem.

Terminując u mistrza brałem czynny udział w konstrukcji ponad stu instrumentów. Odkąd zacząłem pracować samodzielnie, wykonałem ich prawie pięćdziesiąt. Zamierzam urządzić imprezę z okazji wykonania pięćdziesiątego instrumentu. Może uda mi się namówić znajomych muzyków na mały koncert z udziałem instrumentu nr 50!

W początkach nauki zdarzało mi się wiele śmiesznych sytuacji, głównie polegających na niewłaściwym wykorzystaniu jakiegoś narzędzia. To wszystko było jedną wielką przygodą, bo cały czas podróżowałem w stronę celu, którego nigdy wcześniej nie osiągnąłem. Większość obecnych zabawnych sytuacji zdarza mi się w podróży na różne targi instrumentów dawnych. Czasami to dziwne uczucie być turystą, który jednocześnie jest w pracy.

Są takie dni, kiedy mam dość drewna i chciałbym, aby samo się potrafiło wyrzeźbić, ale przecież coś, co zawsze przynosi radość nie istnieje – no, może czekolada! Zawsze są też momenty, kiedy pozytywnie zaskakuje mnie to, co zrobiłem, bo zrobiłem to lepiej niż przypuszczałem. Wracam wtedy do domu z uczuciem wielkiej satysfakcji. Słuchanie, jak muzycy grają na moich instrumentach również jest źródłem niesamowitej satysfakcji. Mogę wtedy do siebie powiedzieć: „O to mi chodziło!”  i zapominam o drewnie, które nie chciało mnie słuchać.

 

Kontakt

Matthew Farley
 Kraków
+48 792 818 531

www.earlymusicinstruments.com
Early Music Instruments.com on Facebook
Matthew Farley on Google+

Lucjan Kościółek

Tagi: ,

Jestem lutnikiem, muzykiem, lirnikiem, propagatorem lirnictwa i sztuki lutniczej.  Angażuję się w wiele działań edukacyjnych i promocyjnych, zarówno na dużych festiwalach np.: Festiwal Wszystkie Mazurki Świata, Folkowisko, Wschód Kultury, Jarmark Jagielloński, jak i również lokalnie, prezentując dzieciom i młodzieży w szkołach i w mojej pracowni dawne instrumenty. 

Moja przygoda z instrumentami rozpoczęła się bardzo wcześnie, już w szkole podstawowej, kiedy to do moich rąk trafiła gitara. Z czasem przyszła kolej na mniej popularne instrumenty, próby nagrywania dźwięków otaczającej mnie rzeczywistości oraz pierwsze kroki w komponowaniu. Można powiedzieć, że dźwięki otaczały mnie od zawsze. To jest mój świat. 

Lutnictwo w moim życiu zaczęło się od poznania Mistrza Stanisława Wyżykowskiego. Zawitałem do Jego pracowni po raz pierwszy w 2009 roku, towarzysząc znajomemu w odbiorze liry korbowej. Świat instrumentów widzianych od środka zafascynował mnie tak bardzo, iż postanowiłem spróbować swoich sił w tym fachu. Nadarzyła się ku temu okazja, ponieważ w owym czasie uczyłem się gry na skrzypcach. Dysponowałem jedynie tanim, fabrycznym egzemplarzem, więc profesjonalny, lutniczy postanowiłem… zrobić sobie sam!…Mistrz Wyżykowski dostrzegł we mnie talent i potencjał – i tak rozwinąłem skrzydła. To w jego pracowni zgłębiałem pierwsze tajniki budowy lir korbowych oraz innych instrumentów. Poznawałem kolejne rodzaje drewna, jego właściwości oraz niezmienność sprawdzonych reguł sztuki lutniczej. Nieoceniona jest również pomoc Stanisława Nogaja przy budowie mojej pierwszej liry.

 

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, mówią… Obecnie w mojej pracowni buduję takie instrumenty jak: skrzypce, lira korbowa, fidle klawiszowe, viola da gamba, moraharpa, citola, suka biłgorajska, fidel płocka, basetla, surdynka. Największym zainteresowaniem cieszą się liry korbowe. Jest to dla mnie swoisty powód do radości, ponieważ lira jest instrumentem, w którym dozwolona, a nawet pożądana, jest kreatywność. Nowe rozwiązania niejednokrotnie potwierdziły osiągnięcie lepszego brzmienia, ale to już sekret każdego lutnika. Można tu zaszaleć z nietypowym kształtem, kolorystyką czy detalami. 

Do każdego projektu staram się podchodzić indywidualnie. Nie interesuje mnie masowe powielanie modeli – pracownia lutnicza nie jest fabryką. Instrumenty są jak ludzie, mają duszę.  Trzeba się w nie wsłuchać by je poznać.

Zajmuję się również naprawą i renowacją instrumentów, które uległy zniszczeniu. Do takich, które „ożywiłem” zaliczają się m.in. kontrabasy, wiolonczele, altówki, skrzypce, gitary. To niesamowite co kryją czasami ich wnętrza…

Zdjęcia z archiwum Lucjana Kościółka

Kontakt:
Krasne k. Rzeszowa
www.lucjankosciole
.youtube.com/LucjanKościółek
facebook.com/lucjankosciolek
instagram.com/lutniklucjan/?hl=pl
lucjankosciolek@interia.pl
tel: +48 603851563