Franciszek Krasnodębski

Tagi: 

Zdjęcia: Piotr i Dorota Piszczatowscy

 

KONTAKT

Franciszek Krasnodębski

Roguszyn

tel: 25 6613232

Jacek Żelazek

 

Tagi: bęben ramowy, congo, djembe, bęben basowy, taraban, bęben szamański, werbel solid shell

Od młodych lat interesowałem się rzeźbiarstwem i muzyką etniczną. Grałem na bębnach i perkusji, próbowałem tworzyć własne instrumenty. Po studiach przyszła pora na pierwszą poważną pracę i los skierował mnie do administracji państwowej. Spędziłem tam 7 lat. Bębny towarzyszyły mi jako hobby. W tym czasie poznałem Pawła „Pabla” Myczkowskiego, który uczył mnie sztuki robienia bębnów i meksykańskiego muzyka Davida Saucedo Valle, z którym szlifowałem granie na congach. Z czasem rozpocząłem z nimi stałą współpracę. Z Davidem grałem w zespole Odo Iravo, a z Pablem robiłem bębny.

W 2010 roku zwolniłem się z pracy na etacie i założyłem pracownię „13 bębnów”. Przez pierwsze dwa lata pracownia mieściła się w Fabryce Wódek „Koneser” w Warszawie. Wykonywałem tam congi, djembe, bębny szamańskie, bębny bata, bębny basowe. Prowadziłem też warsztaty i dawałem lekcje gry na bębnach. Sam też dużo grałem, na koncertach i eventach firmowych.

Ciągnęło mnie na wieś. Życie na wsi i muzyka wiejska były tym, czym chciałem zajmować się najbardziej. Dlatego w końcu przeniosłem się z Warszawy na Kujawy. W nowej pracowni pojawiły się nowe możliwości produkcji instrumentów. Zacząłem eksperymenty z obróbką drewna, które doprowadziły do powstania werbli z litego drewna, bębnów ramowych i tarabanów z litej deski oraz japońskich bębnów taiko. Wspólnie z tatą zbudowałem autoklaw, dzięki czemu mogłem wykonywać bębny z litej deski, o średnicy do 62 cm. To był prawdziwy przełom, ponieważ bębny ramowe ze sklejki mają słabsze brzmienie niż bębny z litej deski. W dodatku bębny drążone z jednego pnia o tak dużej średnicy są ciężkie i rzadko udaje się zdobyć odpowiednio gruby pień.

Dzięki firmie Mido (wytwórcy marimb, ksylofonów i wibrafonów) kilka pierwszych zbudowanych przeze mnie werbli z litego pnia – z klonu, wysłałem na testy do najlepszych perkusistów w Polsce. Na moich werblach grali również profesorowie z Włoch i Stanów Zjednoczonych. Otrzymałem pozytywne opinie oraz wskazówki przydatne w dalszej produkcji. Bębny z deski jesionowej również okazały się dużym sukcesem. Sam wykorzystuję je do pracy muzykoterapeutycznej. Wykonuję je na zamówienie dla muzyków zawodowych, ale też dla amatorów.

Wytwarzanie bębnów, szczególnie dużych, to proces wieloletni. Bębny taiko wymagają co najmniej dwuletniego okresu sezonowania samego korpusu. Wykonałem kilka takich korpusów. Największy, w kształcie beczki, ma wymiary: 85 wysokość, 85 średnica membrany i 100 cm średnicy w brzuchu. W niedługim czasie dokończę go i będzie to prawdopodobnie pierwszy tak duży bęben taiko w naszym regionie geograficznym
wykonany z jednego pnia.

Obecnie w pracowni „13 bębnów” można zamówić takie instrumenty jak: bębny ramowe, congi, djembe, bębny basowe, tarabany, bębny szamańskie, werble solid shell (z litego drewna). Prowadzę też warsztaty gry na bębnach i chętnie wspólnie muzykuję.

Zapraszam

Zdjęcia z archiwum Jacka Żelazka

 

Kontakt

Jacek Żelazek
tel. 602 499 439

www.BebnyJackaZelazka.pl

Facebook

 

 

Marcin Blachura zwany Benkiem

Tagi: 

Muzyka ludowa zawsze gdzieś wokół mnie krążyła – bliżej lub dalej. W Żywcu – centrum góralszczyzny żywieckiej, odbywają się festiwale folklorystyczne i działają zespoły ludowe. Jednakże fascynacja instrumentami i muzyką ludową zaczęła się już w wieku dojrzałym. Magiczny dźwięk piszczały wielkopostnej, na której grywał nieboscyk „Strycek” czyli Jan Jafernik z Sopotni, dudy żywieckie Jana „Ciostecko” Mrowca i Edwarda Byrtka, skrzypce Mietka Kamińskiego z Przyborowa oraz Władysława i Józefa Byrtków z Pewli Wielkiej – te instrumenty i muzyka wygrywana przez ich właścicieli zrobiły swoje.

Dłubanie w drewnie zacząłem od piszczały wielkopostnej. Potem przyszedł czas na fujarki z otworami, a w końcu instrument, do którego długo się przymierzałem: dudy. Instrumenty pasterskie robię głównie z drzew zdrowych, smacznych i pachnących – czarnego bzu i drewna drzew owocowych. Lubię wykorzystywać i zachowywać naturalne krzywizny i odgałęzienia drewna. Często zostawiam też częściowo korę na piszczałach – te elementy nadają instrumentom dzikości współgrającej z brzmieniem.

Dudy są instrumentem bardziej skomplikowanym i bogato zdobionym. Do ich budowy używam drewna: śliwki, gruszy, czereśni, wiśni i jabłoni. Do pięknego drewna owocowego dochodzą elementy wykonane z rogów krowich, blacha i okucia mosiężne i bogate zdobienia wykonane metodą oblewania cyną. Worek powietrza to naturalna kozia skóra. Każde dudy są jakby kolejnym dzieckiem. Gdy po procesie powstawania i strojenia wydobywają pierwszy spójny czysty dźwięk – oznajmiają swoje przyjście na świat (byłem czynnie obecny przy narodzinach moich dzieci – syna Bartka i córki Marysi – stąd te porównania).

Przy zdobieniu instrumentów wykorzystuję  wzornictwo Beskidu Żywieckiego, starając się jednocześnie dodawać coś od siebie i komponować wszystko tak, by miały autentyczny, ale i swój własny charakter. Zdobiąc instrumenty, kieruję się również wskazówkami żony Ani obdarzonej wyrafinowanym gustem estetycznym. Wykonuję głównie piszczały wielkopostne (zwane na Słowacji koncovkami), fujarki sześciootworowe, piszczały szałaśnicze i dudy żywieckie. Moje instrumenty grają w zespołach folklorystycznych Żywiecczyzny w Łodygowicach, Rajczy, Sopotni, Stryszawie, Szczyrku, Wieprzu.

« 2 z 2 »

 

KONTAKT

Marcin Blachura

Żywiec

tel. 517 029 027

Edward Byrtek

Tagi: 

 

Ostatni prawdziwy dudziarz na Żywiecczyźnie. Wraz z braćmi Władysławem i Józefem, wirtuozami skrzypiec, tworzą Kapelę Braci Byrtków. Edward Byrtek bardzo często występuje również jako solista. Jest także uznanym budowniczym dud żywieckich, posiadającym warsztat oraz wiedzę przekazaną przez jego mistrza Władysława Plutę.

Jest wielokrotnym laureatem Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu nad Wisłą (nagroda główna w kategorii kapel – Baszta, 2008), ma także ma na koncie wiele nagród indywidualnych i zespołowych – m.in. na Festiwalu Folkloru Górali Polskich w Żywcu.

W 2013 roku w ramach programu Instytutu Muzyki i Tańca „Szkoła mistrzów budowy instrumentów ludowych” odbyły się indywidualne warsztaty budowy dud żywieckich z udziałem mistrza Edwarda i 17-letniego ucznia Łukasza Cula.

Zdjęcia Piotr i Dorota Piszczatowscy

Kontakt:

Pewel Wielka

Andrzej Król

Tagi: , , , ,

Kreacje i inspiracje lutnicze

Andrzej Król tworzy swoje instrumenty o menzurze wiolonczeli: Wspak i Kij. Są to kreacje lutnicze, których najważniejszym tworzywem w budowaniu przestrzeni rezonansowej jest (obok drewna i kleju) napięcie. Jest ono obecne w lutnictwie od zawsze, jako jeden ze środków kształtowania formy instrumentu. Nowością kreacji i inspiracji Andrzeja Króla jest uczynienie z napięcia tematu nr 1.

Dla promocji swojej idei Andrzej Król organizuje koncerty i spektakle na Wspaki i Kije w Polsce i we Francji. Na te instrumenty powstały oryginalne kompozycje Ryszarda Bednarczuka i Jeana Poisignona. Wielu muzyków grywało na Wspakach i Kijach w zespołach etnicznych i są one obecne w nurcie muzyki etnicznej. Grają na nich między innymi: Maria Pomianowska, Bart Pałyga, Seba Wielądek i Maciej Cierliński, a we Francji Agnès Vesterman, Deborah Walker i Patrick Langot.

Nowe instrumenty (kreacje) pojawiają się obok tych zapomnianych, zepchniętych na margines i przywracanych życiu muzycznemu. I te, i te są spoza głównego nurtu i sobie pomagają.

Instrumenty: Wspak, Kij, lira korbowa
fot: Piotr i Dorota Piszczatowscy

     Podwójność mojego działania: konsekwencja i jej brak. Jak dwie strony powierzchni jednostronnej spotykają się czasem, lecz najczęściej są do siebie oddzielone. Nawet przestrzennie w mojej pracowni najbliżej wejścia jest jasna “witryna” ze względnym ładem. Całkiem z tyłu jest ciemne “zaplecze”, gdzie chowam pomyłki, obsesje i sny. Bezradny w bezcennej wolności, wierzyłem w przyjmowane kolejno założenia, które tę wolność ograniczają. Budowany na tych ograniczeniach ład z upływem czasu napotyka swój kres. Poszerzanie założeń w miarę wyczerpywania się możliwości, przenoszenie ich piętro wyżej, przeplatane bywa regresem w działania impulsywne i nieprzejrzyste.

     Utopia, czyli “niemożebność”, którą odkryłem w kształtach i opisujących je słowach, towarzyszyć mi będzie przez całe życie i twórczość. Są tacy, dla których najważniejsze są słowa, dźwięki, barwy, kształty. Piętro wyżej są obrazy, dla których są one tworzywem. Dla mnie jednak najważniejsza jest utopia. Może dlatego, że każdy dobry obraz można by do niej sprowadzić. Jest przeznaczeniem każdego dobrego obrazu. Jest bardziej dosłowna niż słowa, które wokół niej krążą. Jest samą naturą rzeczy. Opis rzeczywistości jest możliwy tylko z różnych punktów widzenia i dlatego jest pełen sprzeczności. Utopijny. Jeśli jest spójny, to jest fragmentaryczny. Struktura rzeczywistości, tak jak moje rzeźby, jest napięta, bo sprzeczna. W serii instrumentów muzycznych – Wspak i Kij, napięta struktura formy, pudła rezonansowego wzmacnia dźwięki.

     Napięcie, którego skutki w świecie nas otaczającym dostrzegamy najczęściej jako destrukcję, jest najbardziej wydajnym tworzywem ludzkich dzieł.

Tekst: Andrzej Król

Kontakt

Andrzej Król
Warszawa
e-mail: jendr.krol@gmail.com
krolandkrol.jimdo.com
www.facebook.com/wspakinfo

Anna Szyszka

Tagi:

Bębny „przyszły” do mnie niespodziewanie. Szukałam bębna ramowego o głębokim brzmieniu, na którym mogłabym grać na swoich koncertach. Gram muzykę etno, world, medytacyjną, intuicyjną, z różnych zakątków świata… i taką, która płynie prosto z serca. Próbowałam grać na djembe, ale te wydawały mi się za duże, za ciężkie i takie… „męskie”. Granie było mocno siłowe i unieruchamiające. A ja, śpiewając, potrzebuję ruchu.

Zaczęłam więc szukać takiego bębna po Polsce. Znalazłam tu i ówdzie, ale coś mnie gnało dalej. Przyszedł mi do głowy pomysł, dlaczego by nie zrobić bębna samej? Porozmawiałam z mistrzami, którzy dali mi wskazówki, podpatrzyłam rdzennych Indian na Youtube i zachęcona pierwszym sukcesem, nie przestawałam eksperymentować. Pojawiały się nowe bębny, z głębszą ramą, z nowymi brzmieniami, różnej wielkości. Ludzie zaczęli je u mnie zamawiać. Tak wiec zaczęło się od potrzeby zrobienia bębna dla siebie, a skończyło się na tym, że robię je dla innych. Ponieważ jestem malarką, dodatkowo ozdabiam je na życzenie lub barwię skóry. Eksperymentuję, odwiedzam muzyków, którzy przywożą bębny z całego świata, uczę się. Od paru lat na ścieżce do doskonałości…

Bębny robię z drewna bukowego klejonego warstwowo i obciągam skórą z kozy afrykańskiej lub krowy. Mają średnice 30-40-50 do 60cm. Można u mnie zamówić bęben obręczowy lub obręczowy z uchwytem z drewna (szamański). Bębny można zobaczyć w Warszawie, po uprzednim umówieniu się telefonicznym lub mailowym.

Zdjęcia z archiwum Anny Szyszki

KONTAKT

Anna Szyszka
Warszawa
tel. 501308459

e-mail: aniaszyszka@poczta.onet.pl

www.szyszka.netgaleria.eu
FB: Bęben Szamański

Stanisław Malisz

Tagi:

Moja przygoda z muzyką zaczęła się w dzieciństwie, kiedy to przysłuchiwałem się, jak mój ojciec grał na heligonce. Już wtedy postanowiłem, że chcę iść w ślady ojca i też tak grać. Uczyłem się sam. Jestem muzykantem, twórcą instrumentów i pasjonatem. Całe swoje życie gram na różnych instrumentach. Moim marzeniem jest dalsza gra.

Kolekcja zbudowanych przeze mnie instrumentów składa się z 14 skrzypiec i 4 kontrabasów. Są one robione tradycyjnie i pochodzą z regionu Podkarpacia. Zrobiłem je dla siebie, dla własnej satysfakcji, nie są na sprzedaż. Zbudowanie jednego instrumentu zajmuje mi około dwóch miesięcy codziennej pracy.

Oprócz instrumentów staram się przekazać ludziom swoją wiedzę i doświadczenie, by zapał i miłość do muzyki nigdy nie zanikły. Muzyka jest moją pasją, miłością. Gram i zamierzam grać, dopóki starczy mi sił: na różnych imprezach okolicznościowych, jak również w kapeli przy Regionalnym Zespole Ludowym „Pogórzanie”. Z „Pogórzanami” jestem związany od 30 lat. Zdobyłem w tym czasie liczne nagrody, dyplomy i wyróżnienia, m.in. za swoją działalność na niwie kultury, Brązowy Krzyż zasługi od Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, Nagrodę Burmistrza Miasta Gorlice – za wybitne osiągnięcia w pracy na rzecz rozwoju i upowszechniania kultury w mieście. Dostałem również II nagrodę w VI Podkarpackim Jarmarku Ludowym Roztańczony Chorzelów 2013.

No Images found.

Zdjęcia: Piotr Piszczatowski

KONTAKT

Stanisław Malisz
 Gorlice
tel. 506 829 357
www.facebook.com:StanisławMalisz

 

Krzysztof Rospondek

Tagi: 

Kiedy 30 lat temu mój wujek Zygmunt powiedział mi, że sam zrobił perkusję, nie myślałem, że kiedyś powtórzę w jakiejś mierze jego drogę. Nie był to jakiś wielki zestaw perkusyjny, bo raptem blachy, centrala, werbel od Szpadera i dwa półkotły. I to właśnie te dwa półkotły zrobił wujek Zygmunt, z czego był niezmiernie dumny. To było moje pierwsze spotkanie z kimś, kto umie zrobić instrument.

Mój pierwszy bęben wziął się z desperacji. Był początek XXI wieku, właśnie przeprowadziłem się na wieś i łapałem każdą pracę, z której byłby jakiś pieniądz. Ktoś z przyjaciół rzucił temat, czy bym nie zrobił bębna. Wtedy już interesowałem się muzyką ludową, grałem na węgierskiej lirze korbowej i tematy muzyczne nie były mi obce. Jako że pośród kilku zawodów, jakie przerabiałem, był zarówno ślusarz, jak i domorosły stolarz, to się podjąłem. I wtedy się zaczęło. Mój wujek już nie żył, więc musiałem sobie radzić dzięki źródłom pisanym. Znalazłem wielce pomocną stronę internetowa o budowie bodhranów i ze wsparciem „inteligentnego, interaktywnego słownika angielsko-polskiego” wziąłem się za naukę. Nauczyć się nauczyłem, a owo źródło nauki do dziś się przejawia specyficznymi określeniami rodem z owego słownika. Brzmi to jak hermetyczny język. Np. określenie „wejść na jego skórę” oznacza nawijanie skóry na drewniane wzmocnienie zwane u mnie małym lasem, w odróżnieniu od dużego lasu, który oznacza łubo, czyli korpus bębna.

Wiele by można jeszcze o początkach…

To było ponad 10 lat temu, od tamtego czasu robię bębny nowe, naprawiam stare i co tam jeszcze w tej sferze potrzeba. Trochę już tych bębnów w świat poszło. Ile? 20, może 40, nie liczyłem, ale na pewno kilkadziesiąt. Konstrukcyjnie mam swoje patenty i ciągle poszukuję nowych rozwiązań. Każdy instrument jest trochę inny. Naturalne materiały nie pozwalają na idealną powtarzalność. Staram się rozmawiać z muzykantami, muzykami, twórcami. Ich opinie są dla mnie bardzo ważne i często wprowadzam zmiany po rozmowach z ludźmi.

Robię bębny obręczowe w wymiarach od 13 do 20 cali i barabany. Także bębny kaliskie osznurowane i bębny dla grup rekonstrukcyjnych. Jak czas pozwoli, to w niedalekiej przyszłości wezmę się za basy. Swoją pracownię mam przy domu. Zapraszam.

Kontakt:

Krzysztof Rospondek
tel. 791 725 870
e-mail: pulsdrum@wp.pl
https://www.facebook.com/krzysztof.rospondek.7

 

 

 

Jan Malisz

Tagi:

Jestem muzykiem, muzykantem, multiinstrumentalistą, twórcą instrumentów, kolekcjonerem instrumentów, pasjonatem muzyki tradycyjnej, rzeźbiarzem, stolarzem, cieślą, rolnikiem i ojcem. Moja przygoda z muzyką zaczęła się w łonie matki, która bardzo lubiła śpiewać i kiedy się urodziłem, znałem już kilka ówczesnych hitów muzyki ludowej. Potem to już było z górki.

Pierwszych lekcji gry na instrumentach udzielał mi ojciec (ur. 1919), który w latach międzywojennych, jako kawaler grał już na skrzypcach. Po wojnie na skutek wypadku i złamania ręki nie powrócił do gry na tym instrumencie, ale zamienił go na mandolinę. Tak więc pierwszym instrumentem, na którym zacząłem grać, była mandolina. Ojciec nauczył mnie kilku melodii, między innymi polki „Mojemu tacie ukradli gacie”. Drugi instrument, na którym zacząłem grać, to harmonia klawiszowa, 24 basy, na której również ojciec nauczył mnie wielu melodii obowiązujących w tamtym czasie (m.in. „Zagraj mi czarny Cyganie” i „Jagem chodził do kowola, uczyłem się dymać”). Trzeba tu dodać, że mój ojciec był kowalem i codziennie przed pójściem do szkoły musiałem najpierw iść do kuźni i dymać na miechach, aby rozniecić paleniska. Zaowocowało to w późniejszym czasie niebywałą tężyzną fizyczną.

Potem były kolejne instrumenty, na których uczyłem się grać: gitara, harmonijka ustna, fujarka, bęben, skrzypce, heligonka (wszystkie te instrumenty były w domu). Kiedy byłem dzieckiem, moi starsi bracia i siostry już grali, wyrastałem więc w atmosferze muzykującej rodziny. W późniejszym czasie, już jako dorosły człowiek, powiększałem kolekcję instrumentów, na których grałem. Doszły: kontrabas, akordeon klawiszowy i guzikowy, klarnet, saksofon, cytra. Wciąż jednak czegoś mi brakowało. Zacząłem więc budować własne instrumenty: lirę korbową, skrzypce, basy, lutnię, cytarę, moraharpę, sukę biłgorajską, fidele o różnych wymyślonych przez siebie kształtach, fujarki otworowe i bez otworów, bęben obręczowy, baraban. Wszystkie te instrumenty stworzyłem z potrzeby grania na nich.

Budowy instrumentów uczyłem się sam, a początkiem tej przygody była rekonstrukcja starych skrzypiec ojca, które zachowały się w stanie szczątkowym do lat 80 XX wieku. Wskazówek, co do budowy liry korbowej, udzielił mi Stanisław Wyżykowski.

Instrumenty, jakie tworzę, to: lira korbowa, skrzypce, basy, lutnia, cytara, moraharpa, suka biłgorajska, fidele o różnych wymyślonych przeze mnie kształtach, fujarki otworowe i bez otworów, bęben obręczowy, barabany, skrzypce trąbkowe (skrzypce Stroha) . Są to instrumenty z różnych epok i regionów. Oprócz nich trzeba jeszcze wymienić kolejne: harfa, lira szarpana, lutnia, cytara, skrzypuszki (instrumenty eksperymentalne z wykorzystaniem puszek metalowych, jako części rezonujących). Nie sposób wyliczyć wszystkich.

Można u mnie zamówić: lirę korbową, moraharpę, nyckrelharpę, sukę biłgorajską, skrzypce, basy, bęben obręczowy, baraban i fujarki. Jestem otwarty na eksperymentowanie i mogę wykonać instrument według nowego pomysłu. Instrumenty zamawiają u mnie przeważnie ludzie młodzi, którzy chcą uczyć się na nich grać oraz wykwalifikowani muzykanci uprawiający swoje wspaniałe rzemiosło. Większość wykonanych przeze mnie instrumentów, to instrumenty tradycyjne, ale są również wymyślone przeze mnie, takie jak eksperymentalne skrzypuszki oraz fidele o różnych kształtach. Cechą indywidualną niektórych instrumentów są zdobienia, reliefy, główki itp. Wykonałem około 20 lir korbowych, pozostałe ciężko zliczyć. Wiele instrumentów gotowych i niedokończonych spłonęło wraz ze starą pracownią w 2010 roku.

Nad lirą korbową pracuję około jednego miesiąca, ale pod warunkiem, że są już przygotowane wszystkie materiały. Z innymi instrumentami bywa różnie. Praca przy instrumencie sama w sobie jest przygodą, szczególnie jak się ma ku końcowi. Człowiek bardzo chce wreszcie usłyszeć dźwięk instrumentu i znika w pracowni na długie dni, nie goli się, nie myje, nie ma go wtedy dla rodziny i otoczenia, zatraca poczucie dnia i nocy. Nie istnieje nawet na facebooku, z czego wynikają czasem śmieszne sytuacje, a niektóre mogłyby skończyć się rozwodem.

Oprócz instrumentów daję ludziom również muzykę, którą gram razem ze swoją rodziną – jest to Kapela Maliszów. Chcę dalej podążać obraną drogą i muzyczną pasję przekazać własnym dzieciom.

Bardzo ważni są dla mnie inni twórcy, z którymi mogę wymieniać doświadczenia. Dzięki temu, że spotykam ich na różnych imprezach (np. na Targowisku Instrumentów przy Festiwalu Wszystkie Mazurki Świata), wiem, że jest więcej takich maniaków jak ja… To daje kopa do dalszego działania.

Instrumenty: baraban, basy, bęben obręczowy, cytara, fidel, fujarja, fujarka bezotworowa, harfa, lira korbowa, lira szarpana, lutnia, moraharpa, nyckrelharpa, skrzypce, skrzypuszki, suka biłgorajska

Zdjęcia: Piotr i Dorota Piszczatowscy

Kontakt:

Jan Malisz
Pracownia Instrumentów
Męcina Mała 
tel. 183518926, 604417521

e-mail yancik@vp.pl
www.facebook.com/jan.malisz.9
www.facebook.com/pages/Kapela-Maliszów

 

 

Mikołaj Taberski

Tagi: 

Urodziłem się w Przyprostyni koło Zbąszynia 30 kwietnia 1996 roku. Moja przygoda z muzyką ludową rozpoczęła się w 2006 roku. Wtedy to w Państwowej Szkole Muzycznej pierwszego stopnia im. Stanisława Moniuszki w Zbąszyniu zapisałem się na zajęcia w klasie instrumentów ludowych. Moim pierwszym nauczycielem był Pan Henryk Skotarczyk. To on nauczył mnie podstaw gry na tym instrumencie. Następnie trafiłem pod skrzydła śp. Leonarda Śliwy. Był on dla mnie prawdziwym mistrzem. Wiele z tego, co dziś umiem, to jego zasługa. Od tamtego czasu grałem w wielu kapelach ludowych, na konkursach, festiwalach.

W 2009 roku postanowiłem więcej dowiedzieć się o budowie instrumentów ludowych, takich jak kozioł weselny, kozioł ślubny, sierszenki, mazanki. Wiedzę o tym przekazał mi śp. Marek Franciszek Modrzyk. Nauczył mnie wszystkiego na ten temat. Od tamtego czasu naprawiam i tworzę te instrumenty. Praca nad jednym instrumentem zajmuje kilka miesięcy. Wykonuję je na wzór starych instrumentów. Nie wprowadzam żadnych nowych patentów. Jestem perfekcjonistą, więc staram się je tworzyć najlepiej, jak tylko potrafię.

W 2013 roku brałem również udział w programie Instytutu Muzyki i Tańca – „Szkoła mistrzów budowy instrumentów ludowych”. Stworzyłem projekt konstrukcji kozła weselnego wraz z jego opisem słownym. Cieszę się również, kiedy mogę wymieniać doświadczenia z innymi twórcami ludowymi. Kontakt z nimi jest bardzo ważny. Mimo swojego młodego wieku staram się robić wszystko, aby nasza tradycja, której częścią są instrumenty ludowe, nie zaginęła.

Zdjęcia: Piotr i Dorota Piszczatowscy

 

KONTAKT:

Mikołaj Taberski

 Przyprostynia

tel. 660331508