Tadeusz i Grażyna Kruczyńscy

Gliniane okaryny i ćwierkające ptaszki na wodę, których twórcami są obecnie moi rodzice – Grażyna i Tadeusz Kruczyńscy, lepili już przeszło sto lat temu moi pradziadowie. Mama przejęła tę umiejętność po ojcu – Marianie Romańczyku. Nie byłoby to zapewne możliwe, gdyby nie zdolności manualne mojego taty – Tadeusza Kruczyńskiego. To on, poprzez obserwację i naśladownictwo, nauczył się podstaw fachu od swojego teścia. Następnie rozwinął i udoskonalił rodzinne ceramiczne twory, nadając im jednocześnie swój własny, autorski kształt. Mama natomiast od początku zajmowała się zdobieniem wyrobów i ich sprzedażą.

Warto wspomnieć więcej o korzeniach naszej rodzinnej twórczości, czyli o pochodzącej z krakowskiego Podgórza rodzinie Romańczyków. To właśnie wywodzący się z niej dziadek Marian oraz jego wuj Piotr, w latach 80 i 90 zeszłego stulecia, udzielali wywiadów etnomuzykologom.  Przedmiotem zainteresowania badaczy były  instrumenty z grupy aerofonów. Rodzina Romańczyków, jak wiele innych rodzin żyjących przed wojną, utrzymywała się ze sprzedaży ceramicznych naczyń, figurek, zabawek. Lepiono wówczas naczynia użytkowe, ale to zabawki i figurki były towarem szczególnie chodliwym – ptaszki, baranki, kukułki, Pan Twardowski na kogucie… – wszystko to można było spotkać na jarmarkach w całym kraju. O tym, kiedy Romańczykowie zaczęli robić okaryny, informacje są niepewne. Posiadamy co prawda dokument z 1960 r. nadany matce Mariana Romańczyka – Wiktorii, który wskazuje na zatwierdzenie przez Ministerstwo Kultury i Sztuki wzorca okaryny jaką wykonujemy do dziś, ale rodzinne przekazy mówią, że wykonywał je już dziadek Mariana Romańczyka.

Kontynuatorami rodzinnej tradycji są obecnie nie tylko moi rodzice, ale również brat dziadka – Józef oraz prawnuk Piotra – Dariusz. Nasze wyroby różnią się formą i zdobnictwem, ale czerpiemy z tego samego źródła.

W każdym regionie Polski ktoś robi ćwierkające koguciki. Czasem można spotkać okaryny innych twórców, ale dotychczas nie spotkałam całkiem dobrze grających. Prócz tych, wykonywanych przez mojego tatę. Piszę „całkiem dobrze grające” nie bez przyczyny. Zawsze podkreślam, że są to okaryny ludowe, nieprofesjonalne i nie można ich porównywać do okaryn fabrycznych. W naszej rodzinie twórcy okaryn byli samoukami, nie posiadali wykształcenia muzycznego. Mieli jedynie nieco lepszy słuch muzyczny i plastyczne zdolności, które pozwalały im metodą prób i błędów skonstruować dobrze brzmiący instrument. Począwszy od ręcznie mielonej gliny, poprzez formy i materiały do obróbki, aż do okaryny strojonej „na ucho”, wszystko robione jest własnoręcznie przez mojego tatę. Bez użycia profesjonalnych środków.

Na naszych okarynach gra wiele kapel i instrumentalistów. Głównie z terenów beskidzkich, gdzie okaryna jako instrument pasterski zadomowiła się na dobre. Zamawiają je ci, którzy chcą się nauczyć grać oraz pasjonaci. Mamy głównie stałych klientów, choć nie lubimy tego słowa, bo daleko nam do bycia zakładem produkcyjnym czy warsztatem ceramicznym. Wykonujemy tylko zabawki i okaryny. Przygotowanie materiału, lepienie, malowanie, to żmudna praca, która nie przynosi obecnie dużych zysków. Szczególnie, jeśli wykonuje się ją tradycyjnymi metodami. A tak to wygląda u nas. Jest to wciąż chałupnicze rękodzieło.

Tworzenie glinianych ptaszków i okaryn przez wiele lat było działalnością dodatkową rodziców. Aktualnie są na emeryturze, ale możliwości mają mniejsze.  Jest to pasja wymagająca fizycznej siły, sprawnych oczu, ciągłej motywacji, mobilności i poświęceń. A bywa niedoceniana. Marzenie mam więc jedno. By w przyszłości, w naszej rodzinie, miał kto tę pasję kontynuować.

Agnieszka Kruczyńska

Instrumenty: gliniane ptaszki, okaryny

 

Kontakt:

Grażyna i Tadeusz Kruczyńscy
Osiedle 700-lecia 6/18
34-300 Żywiec
woj. śląskie

tel. 33 862 00 28
kom. 693 713 281
e-mail: elehaz@wp.pl

http://okaryny.prv.pl/

Szukaj

Mariusz Syller fot. z archiwum Mariusza SylleraKrzysztof Busk