Jan Wochniak

In blog, Ludzie

Sztuki robienia barabanów właściwie nauczyłem się sam. Ale podejrzałem dużo u sąsiadów muzykantów, rodziny Wlazłów z Kłudna. Zawsze jak wracali z wesela, przeważnie baraban był potłuczony, poturbowany i w tym czasie trzeba było skórę naciągać z powrotem. To człowiek się napatrzył. Skóry to najlepsze były z psa, źróbaka albo młodego cielaka. Garbowało się to w końskej gnojni, w ktorej przebywalo tydzień czasu pod końskim pośladkiem to znaczy że koń musiał na to scyć żeby sierść wylazła.

Póżniej, jak się to wyciągło z obornika wtenczas dopiero brało się na stól i ściągało się sierść i ona łatwiuśko wylazła. Ściągało się szpachelką metalową a ta nie powinna być ostra! Póżniej się nabijało na wrota żeby ona staneła wyschła. Po wyschnięciu szlifuje się papierkiem ściernym no i później na baraban! Najpier skórę moczy się na wodzie żeby ona dala się naciągnąć i na ubo i obrączkę. Zawsze tak się mówiło ubo.

Potrafię zrobić barabant i bębenek jednostrony. Instrumenty robię tylko dla siebie i przyjaciół jak się im coś uszkodzi na co lepszym weselu. Chętnie też uczę młodych sztuki robienia bębnów a że niezgorszy ze mnie bębnista to i barabanić nauczę. Często gęsto uczę też tańca.

spisał: Piotr Piszczatowski

Jan Wochniak
Kłodno koło Wieniawy
tel: 721297515

Szukaj

05Bębny Stanisława Lewandowskiego fot. Piotr Piszczatowski