Zbigniew Wałach

Tagi: , , , , , , , ,

     Jestem przede wszystkim muzykiem, którego fascynuje tradycja – świadectwo mojej tożsamości. Wychowałem się w domu, w którym z wielkim szacunkiem odnoszono się do przodków, zwłaszcza do dziadka Jana, a także do jego przyjaciół, Jana Kawuloka i Jerzego Probosza. Mieli oni duży wpływ na rozwój kultury (nie tylko beskidzkiej) i przekazywali ją kolejnym pokoleniom. Ja również czuję wielki szacunek do tradycji i kultury, do miejsca, w którym się urodziłem, do pobliskich groni i potoków. Dzięki muzyce oraz instrumentom pasterskim mogę przenieść się do minionych czasów.

     Fascynują mnie instrumenty tradycyjne, to moja druga pasja. Mogę również umieścić się w gronie budowniczych instrumentów i kontynuatorów tego fachu. Odtwarzając dawne instrumentarium góralskie, wyrażam swój szacunek do tradycji. W rodzinnym domu były gajdy – własność dziadka Jana Wałacha – i był to jeden z pierwszych instrumentów, który został zbudowany przez Jana Kawuloka właśnie dla niego. Za namową Czesława Węglarza, który już wcześniej zbudował instrument, postanowiłem też spróbować. Pierwsza próba okazała się udana. Potem wykonałem instrument wspólnie z Józefem Kawulokiem, a następne instrumenty realizowałem na zamówienia.

I tak  zbudowałem ponad 30 gajd istebniańskich. Z czasem pojawiły się również piszczałki bezootworowe, sześciootworowe, okaryny, skrzypce, gęśle, rogi pasterskie i trombity. Przy budowie najważniejszego instrumentu, jakim są gajdy, staram się wiernie odtwarzać kształt, nie wprowadzam modyfikacji. Elementy indywidualnej estetycznej wizji ograniczam do zdobienia instrumentów, w przypadku gajd są to „oblewki” cynowe na „hóku” (część burdonowa). Pozostałe instrumenty, które wykonuję, mają minimalne zdobienia, np. na piszczałkach wykorzystuję motywy roślinne.

Tworzenie instrumentów wymaga czasu, przemyśleń i całościowej koncepcji. Gajdy są bardzo czasochłonne, zdarza się, że przez dwa miesiące poszukuję poszczególnych części składowych (skóra kozia, drewno cisowe, śliwkowe, skóra cielęca na budowę „dymloka” – miecha). Mniej wymagające są wszelkiego rodzaju piszczałki; te zdecydowanie wykonuje się szybciej. Skrzypce traktuję jak najwyższą formę sztuki, dlatego staram się tworzyć egzemplarze o wyjątkowych walorach estetycznych i dźwiękowych. Zrobiłem już kilka par skrzypiec, przymierzam się do budowy kolejnych, ale koncepcje ich kształtu dojrzewają znacznie dłużej. Każdy instrument ma własną historię, którą również przekazuję kolejnemu właścicielowi. By poczuć związek z instrumentem, trzeba się z nim dobrze „zapoznać”. Moje instrumenty trafiały i trafiają do różnych odbiorców: są to pasjonaci, muzycy i osoby, które dopiero rozpoczynają przygodę z muzyką.

Zdjęcia z archiwum Zbigniewa Wałacha

Kontakt

Zbigniew Wałach
Istebna

tel. +48 513 043 431
e-mail: zbigniewwalach@wp.pl
www.walasi.pl
www.facebook.com/Wałasi

Rafał Bałaś

Tagi: , , , , ,

Urodziłem się w 1990 roku w Żywcu. Od dziecka jestem żywo zainteresowany folklorem górali żywieckich i szerzej – łuku Karpat. W wieku 7 lat u Jana Brodki rozpocząłem naukę gry na okarynie, piszczałce sześciootworowej i piszczałce wielkopostnej. W roku 2002 rozpocząłem naukę w szkole muzycznej w Żywcu w klasie akordeonu, jednak głównie uwagę poświęcałem nauce gry na instrumentach pasterskich w klasie instrumentów ludowych pod okiem Czesława Węglarza. Swoją dalszą drogę związałem głównie z kontrabasem, nie zaprzestając gry na licznych instrumentach ludowych. Jestem kontrabasistą w dwóch zespołach: etno-jazzowym „Besquidians” oraz w kapeli „Wałasi”.

Od kilku lat poświęcam się drugiej pasji – budowie instrumentów ludowych. Zaczynałem pod okiem Zbigniewa Wałacha, z którym realizowałem projekt nauki budowy gajd śląskich finansowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu upowszechnianie kultury. Potem podglądając twórczość mistrzów Feliksa Jankowskiego i Edwarda Byrtka, nauczyłem się budowy dud żywieckich, czym przede wszystkim obecnie się zajmuję. Zbudowane przez mnie pierwsze dudy wygrały II konkurs na budowę instrumentów ludowych im. Jana Kawuloka i Feliksa Jankowskiego organizowany przez Regionalny Ośrodek Kultury w Bielsku Białej. Zajmuję się również budową piszczałek, trombit oraz rogów pasterskich. W swoich działaniach inspiruję się głównie twórczością Feliksa Jankowskiego oraz Jana Kawuloka.

Zdjęcia z archiwum Rafała Bałasia

Kontakt:

Rafał Bałaś
Żywiec
tel. 500 488 112

Katarzyna Tucholska

Tagi: 

Gram na harmonii trzyrzędowej od kilku lat.  Mój pierwszy kontakt z tym instrumentem to Tabor Domu Tańca w 2003. roku  Mam 24 basową pedałówkę Władysława Leonardta oraz ręczną Concertino Warszawa (prawdopodobnie Radka).

Od 2008 roku pracuję w ACCREA Bartłomiej Stańczyk, gdzie stroję, naprawiam, modernizuję, serwisuję harmonie i akordeony, a także eksperymentuję z dźwiękiem i budową tych instrumentów. Współpraca ta zaczęła się od udziału w projekcie rekonstrukcji harmonii polskiej. Powstała 60 basowa dwugłosówka, której jedynie miech i głosy pochodzą spoza naszej pracowni.

Gram w zdecydowanej mierze mazurki z okolic Szydłowca i Przysuchy, moimi nauczycielami byli przede wszystkim: Jan Adamczyk, Józef Łomża, Wiesława Gromadzka, Henryk Siwak. Chciałabym grać do tańca. Dużo.

fot.WojtekKornetfot.MartaZgierska

Zdjęcia z archiwum Katarzyny Tucholskiej

KONTAKT

Katarzyna Tucholska

Lublin
k-tucholska@wp.pl

Bartłomiej Stańczyk

Tagi: , , , , ,

Muzyk, akordeonista, budowniczy instrumentów, inżynier praktyk, założyciel firmy ACCREA Accordions.
 
Już od kilkunastu lat głównym zainteresowaniem Bartłomieja Stańczyka jako naukowca i muzyka, są studia nad charakterem brzmienia instrumentów języczkowych. Spędziwszy wiele czasu w fabrykach Castelfidardo, wpadł na pomysł, żeby z bliska przyjrzeć się także nielicznym warsztatom budowniczych harmonii polskiej. Ta inicjatywa rozrosła się w szerzej zakrojony projekt www.harmoniapolska.org, który przy finansowym wsparciu MKiDN, realizował multidyscyplinarny zespół naukowców.

W 2007 roku Bartłomiej Stańczyk założył firmę ACCREA Accordions. Jest to profesjonalna pracownia zajmującą się naprawą, strojeniem oraz badaniami brzmienia instrumentów języczkowych. Zespół ACCREA Accordions to grupa pasjonatów: muzyków i inżynierów, zachwyconych dźwiękiem i budową akordeonów, bajanów, bandoneonów i harmonii polskich.  W pracowni spotykają się fascynacje muzyczne, naukowe i konstruktorskie jej twórców. Zespół ACCREA Accordions to autorzy: trzyrzędowej harmonii ręcznej 60 basowej, bandoneonu hybrydowego, melodyki.

Tekst: Bartłomiej Stańczyk

Zdjęcia z archiwum Bartłomieja Stańczyka

Drodzy Państwo!
 
Wielu z Was zapewne słyszało o rekonstrukcji harmonii polskiej, odbywającej się w pracowni ACCREA w Lublinie. Projekt rozpoczęliśmy w 2007roku. Dofinansowany przez MKiDN, zakończył się zbudowaniem połowy instrumentu, a także wydaniem skryptu zawierającego dokumentację techniczną, wywiady z wytwórcami harmonii i harmonistami oraz zapis nutowy melodii granych na harmoniach. W późniejszym czasie, własnymi zasobami sfinalizowaliśmy projekt. Jest to trzyrzędowa harmonia 60 basowa, którą można obejrzeć na stronie http://harmoniapolska.org/ i przetestować w naszej pracowni w Lublinie.
 
Harmonia, wyparta przez akordeon i zapomniana, była w czasach świetności chlubą polskiego rzemiosła instrumentalnego. Wielokrotnie została doceniona za granicą, na przykład w Stanach Zjednoczonych, gdzie zdobywała czołowe miejsca na międzynarodowych targach. Nie chcemy pozwolić na to, aby zamysł tego instrumentu światowej klasy, zaginął wraz z ostatnimi starymi egzemplarzami harmonii. Z zazdrością patrzymy na austriackie i niemieckie manufaktury, które przy niemalejącym zainteresowaniu grających, do dziś kontynuują rzemiosło wytwórstwa harmonii (Muller, Ollerer, Strasser, Zernig), a tradycje ich sięgają nawet połowy XIX w. Warto jeszcze przywołać harmonie pedałowe i sekundowe, jako wyjątkowo ciekawe zjawisko, zainicjowane przez polskich budowniczych.
 
Czerpiąc inspirację zarówno z dorobku dawnych warsztatów harmonii, jak i z nowoczesnej myśli technicznej, rozwijanej przez ostatnie 60 lat produkcji akordeonu, stanęliśmy o krok od opracowania technologii wytwarzania harmonii polskiej. Posłużyć ma to do zmniejszenia kosztów budowy poszczególnych egzemplarzy. W tym celu musimy stworzyć dokumentację, przyrządy, dedykowane narzędzia, przetestować współcześnie dostępne materiały. Chcemy, aby nasza harmonia sprostała klasie dawnych instrumentów, przy wykorzystaniu jakości, jaką dysponuje współczesna technologia.
 
Obecnie zamierzamy odtworzyć model trzyrzędowej harmonii 24 basowej, 2-chórowej w części melodycznej i 4-chórowej w stronie basowej. Harmonia składa się z około 2 tysięcy elementów, więc zarówno stworzenie projektu, jak i cały proces produkcji są bardzo kosztowne. Staramy się obecnie znaleźć źródła finansowania, a także upowszechnić wiedzę na temat naszego przedsięwzięcia. Z tego też względu zwracamy się do Was z uprzejmą prośbą o merytoryczne wsparcie naszej inicjatywy, a mianowicie:
– uwagi i opinie na temat naszego projektu,
– wskazanie potencjalnych odbiorców/ zainteresowanych naszymi działaniami,
– promocję naszego przedsięwzięcia wśród swoich znajomych,
– wsparcie w poszukiwaniu partonów medialnych i źródeł finansowania.
A być może ktoś z Was byłby zainteresowany egzemplarzem harmonii trzyrzędowej? Bardzo liczymy na Państwa pomoc i wierzymy, że Państwa wskazówki okażą się cenne i inspirujące w drodze do finalizacji projektu.
 
Dorota Łukasik,
Katarzyna Tucholska,
Bartłomiej Stańczyk

Zdjęcia z archiwum Bartłomieja Stańczyka

 

 Kontakt:

ACCREA Bartłomiej Stańczyk
Lublin
tel: 81 747 90 95

www.accrea.com
www.harmoniapolska.org

mail: accordions@accrea.com

https://www.facebook.com/harmoniapolska
https://www.facebook.com/accrea.accordions

Piotr Aleksander Nowak

Tagi: , , , ,

 

Lutnictwem zajmuję się od kołyski.

Mój ojciec jest stolarzem i wzornikiem przemysłowym, co wywarło na mnie wpływ. Od kiedy pamiętam, tworzyłem rzeczy z drewna, robiłem rysunki techniczne. Gdy miałem czternaście lat, zacząłem grać na gitarze i dość szybko zrozumiałem, że lutnictwo to moje powołanie, pasja, telos. Z drugiej strony – nigdy nie zachwycały mnie możliwości brzmieniowe i dynamiczne gitary. Dopiero teraz zaczynam tworzyć instrumenty, które satysfakcjonują mnie jako muzyka i kompozytora.

Jestem twórcą gitary współczesnej, która mam nadzieję, stanie się kiedyś gitarą najbardziej charakterystyczną dla XXI wieku. Oprócz gitar staram się robić eksperymenty np.: zupełnie kosmiczne akustroniczne kontrabasy albo skrzypce, które nazywam też współczesnymi ze względu na gatunek użytego drewna. Każde dziwactwo (nawet najbardziej nieudane) uczy mnie bardzo dużo o naturze dźwięku, o rożnych typach konstrukcji i materiałów.

Poza tym, jak wspominałem, jestem gitarzystą i kompozytorem, na swoim koncie mam współkompozycje do trzech albumów zespołu Duch, dwa kwartety gitarowe i mniejsze utwory na gitarę.  Oprócz tego nagrywam w swoim studio i nagłaśniam koncerty. Praca reżysera dźwięku to kolejny sposób na zrozumienie, o co w dźwięku chodzi. Te wszystkie zajęcia zabierają mi sporo czasu, ale ponoć na kartach historii zapisują się tylko tytani pracy.

Zdjęcia z archiwum Piotra Aleksandra Nowaka

 

KONTAKT:

Piotr Aleksander Nowak

Miechów

e-mail: paninstrumenty@icloud.com

https://www.facebook.com/PAN.instrumenty

Lucjan Kościółek

Tagi: ,

Jestem lutnikiem, muzykiem, lirnikiem, propagatorem lirnictwa i sztuki lutniczej.  Angażuję się w wiele działań edukacyjnych i promocyjnych, zarówno na dużych festiwalach np.: Festiwal Wszystkie Mazurki Świata, Folkowisko, Wschód Kultury, Jarmark Jagielloński, jak i również lokalnie, prezentując dzieciom i młodzieży w szkołach i w mojej pracowni dawne instrumenty. 

Moja przygoda z instrumentami rozpoczęła się bardzo wcześnie, już w szkole podstawowej, kiedy to do moich rąk trafiła gitara. Z czasem przyszła kolej na mniej popularne instrumenty, próby nagrywania dźwięków otaczającej mnie rzeczywistości oraz pierwsze kroki w komponowaniu. Można powiedzieć, że dźwięki otaczały mnie od zawsze. To jest mój świat. 

Lutnictwo w moim życiu zaczęło się od poznania Mistrza Stanisława Wyżykowskiego. Zawitałem do Jego pracowni po raz pierwszy w 2009 roku, towarzysząc znajomemu w odbiorze liry korbowej. Świat instrumentów widzianych od środka zafascynował mnie tak bardzo, iż postanowiłem spróbować swoich sił w tym fachu. Nadarzyła się ku temu okazja, ponieważ w owym czasie uczyłem się gry na skrzypcach. Dysponowałem jedynie tanim, fabrycznym egzemplarzem, więc profesjonalny, lutniczy postanowiłem… zrobić sobie sam!…Mistrz Wyżykowski dostrzegł we mnie talent i potencjał – i tak rozwinąłem skrzydła. To w jego pracowni zgłębiałem pierwsze tajniki budowy lir korbowych oraz innych instrumentów. Poznawałem kolejne rodzaje drewna, jego właściwości oraz niezmienność sprawdzonych reguł sztuki lutniczej. Nieoceniona jest również pomoc Stanisława Nogaja przy budowie mojej pierwszej liry.

 

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, mówią… Obecnie w mojej pracowni buduję takie instrumenty jak: skrzypce, lira korbowa, fidle klawiszowe, viola da gamba, moraharpa, citola, suka biłgorajska, fidel płocka, basetla, surdynka. Największym zainteresowaniem cieszą się liry korbowe. Jest to dla mnie swoisty powód do radości, ponieważ lira jest instrumentem, w którym dozwolona, a nawet pożądana, jest kreatywność. Nowe rozwiązania niejednokrotnie potwierdziły osiągnięcie lepszego brzmienia, ale to już sekret każdego lutnika. Można tu zaszaleć z nietypowym kształtem, kolorystyką czy detalami. 

Do każdego projektu staram się podchodzić indywidualnie. Nie interesuje mnie masowe powielanie modeli – pracownia lutnicza nie jest fabryką. Instrumenty są jak ludzie, mają duszę.  Trzeba się w nie wsłuchać by je poznać.

Zajmuję się również naprawą i renowacją instrumentów, które uległy zniszczeniu. Do takich, które „ożywiłem” zaliczają się m.in. kontrabasy, wiolonczele, altówki, skrzypce, gitary. To niesamowite co kryją czasami ich wnętrza…

Zdjęcia z archiwum Lucjana Kościółka

Kontakt:
Krasne k. Rzeszowa
www.lucjankosciole
.youtube.com/LucjanKościółek
facebook.com/lucjankosciolek
instagram.com/lutniklucjan/?hl=pl
lucjankosciolek@interia.pl
tel: +48 603851563

 

Roman Klucha

Urodziłem się 15.06.1942 r. w Rudzie Solskiej koło Biłgoraja, województwo lubelskie. Rodzice byli rolnikami, ojciec dodatkowo był dobrym stolarzem, wykonywał też wiele innych zawodów. Jako mały chłopiec pasłem krowy i strugałem prymitywne skrzypeczki. W wieku 10 lat zrobiłem skrzypce dłubane. Dwa lata później z pomocą ojca prawdziwe klejone, te już dobrze grały. W tamtym okresie zrobiłem jeszcze dwie sztuki. Ostatnie z 1957 roku zostawiłem dla siebie, dwie sztuki sprzedałem uczniom ze szkoły pedagogicznej. Z lutnictwem była długa przerwa, grywałem tylko czasami na potańcówkach i rodzinnych uroczystościach. Zdobyłem wykształcenie, doskonaliłem zawody, których nauczył mnie ojciec, zdobyłem parę nowych. Z wykształcenia jestem technikiem mechanikiem. Służyłem w wojsku, założyłem rodzinę, zbudowaliśmy z żoną Karoliną dom w Biłgoraju i wychowaliśmy dwóch synów. Pracowałem w budownictwie jako operator koparek i spychaczy, potem na wielu innych stanowiskach. Zawsze myślałem o powrocie do mojego hobby czyli lutnictwa, nigdy nie było na to czasu. Może i dobrze się stało bo jest to bardzo precyzyjna robota, zajmuje dużo czasu a zysku z tego nie ma. Jak poszedłem na emeryturę, mogłem sobie dłubać przy instrumentach bez przerwy, zima lato. Tak mnie to wciągnęło, że zrobiłem ponad dwadzieścia instrumentów. Na razie nic z tej kolekcji nie sprzedałem wszystkie są w domu, wiszą na ścianach i często są przegrywane, bo podobno jak się nie gra na skrzypcach to tracą dźwięk. Moje instrumenty są zrobione trochę inną techniką jak fabryczne. Boczki z surowego drewna leszczyny grubości około 3 mm wyginam na zimno i tak zasuszam. One cały czas sprężynują, powodują naprężenia, deski też celowo robię trochę krzywe aby powodować naprężenia. Nieraz mam kłopoty przy klejeniu muszę posiłkować się klamrami. Zrobiłem tez cztery instrumenty trochę inne jak skrzypce, mają większe pudło, szyjka zamiast tradycyjnym ślimakiem zakończona głową kobiety. Nazwałem to coś „Karolinka” gra to całkiem dobrze prawie lepiej jak skrzypce.

Kiedyś w regionalnej gazecie, przeczytałem o Zbigniewie Butrynie z Janowa Lubelskiego i o suce biłgorajskiej. Była tam wzmianka czego biłgorajska jak jej w Biłgoraju nie ma. Postanowiłem zrobić Sukę Biłgorajską i niech dalej zachowa swą nazwę. Butryn pozwolił mi odwzorować i mogłem się zabrać do pracy. Zrobiłem suki swoją metoda, nie dłubane tylko gięte na zimno, rzeźbione i klejone. Moje suki są czterostrunowe podstawek półokrągły jak u skrzypiec można pojedynczo pociągać smyczkiem po każdej strunie, daje to czysty wyraz granej melodii. Gra się oczywiście metoda paznokciową przyciskając z boku strunę paznokciem. Jedną podarowałem szkole muzycznej w Biłgoraju, może tam ktoś będzie na niej grał bo w rodzinie jakoś nie ma zainteresowania. Wnuki mają talent muzyczny, tylko chęci mało, może kiedyś się to zmieni. Mam taką nadzieję a na razie sam uczę się dość często grania na suce. Idzie mi całkiem dobrze opanowałem już wiele melodii. Polubiłem szczególnie jedną sukę, ma głos jak dzwoni ta zostanie w domu. Wykonanie jednej suki zajmuje miesiąc pracy. Chyba już zakończę przygodę z  lutnictwem, kariery nie zrobiłem ale jest satysfakcja i jest na czym grać.

 Roman Klucha
 Bohaterów Monte Cassino 47, Biłgoraj
tel: 693 900 615

Anna i Rajmund Kicman

Tagi: , , ,

Ceramiką zajmujemy się z zamiłowania od ponad 25 lat. Jesteśmy samoukami w tej dziedzinie i jest to nasza pasja. Nawiązujemy do dawnych tradycji ludowego garncarstwa, które oprócz niezbędnych w gospodarstwie wyrobów oferowało plastykę figuralną tj. przedstawienia rozmaitych zwierząt, ptaszków a także figurki korespondujące z polskimi świętami i zwyczajami pojawiające się w szopkach i kapliczkach: rozmaici święci, kolędnicy, anioły, baranki.

Ważną częścią naszej pracy jest wykonywanie grających figurek – tradycyjnych gwizdków w kształcie ptaków, koników, postaci ludzkich przedstawiających dawne zawody (np. olejkarza) lub postaci historyczne (Stańczyk) i legendarne (Jan Twardowski, Lajkonik). Robiliśmy też kiedyś kapelę krakowską, kolędników i wiele innych. Figurki te posiadają dwa lub trzy otworki do zmiany wysokości dźwięku. Gwizdawki zainspirowały nas do wykonania instrumentu glinianego z pełną gamą. I tak powstały okaryny i flety – zwykle strojone w tonacji C lub F.

Wszystkie prace wykonujemy ręcznie, od ulepienia do zdobienia szkliwami nakładanymi pędzelkami. Wypalane są dwukrotnie: biskwit 900 stopni C i drugi wypał po poszkliwieniu w temperaturze 1030 stopni C.

Zdjęcia z archiwum Anny i Rajmunda Kicmanów

Kontakt

Anna i Rajmund Kicman
Leokadia blisko Łaskarzewa
tel. 605 966 622

http://www.ceramika-kicman.ovh.org/

 

Katarzyna Bednarz

Tagi:  

Jestem twórczynią instrumentów, lutniczką z wykształcenia.

Moja przygoda z lutnictwem zaczęła się, gdy miałam 15 lat i rozpoczęłam naukę w Szkole Plastycznej im. Antoniego Kenara w Zakopanem. Uczyłam się tam pod okiem cudownego pedagoga – prof. Stanisława Marduły. Po liceum podjęłam studia na Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu. Moimi nauczycielami byli prof. Antoni Krupa i jego syn Marcin Krupa. 

Kiedy studiowałam w Poznaniu, uczestniczyłam w kolejnych edycjach Festiwalu Ethno Port, podczas których zobaczyłam wiele niezwykłych  instrumentów i poznałam ludzi, którzy zainspirowali mnie do robienia instrumentów ludowych. Wśród nich szczególną rolę odegrali: Malwina Paszek i Stanisław Nogaj. To oni okazali się najlepszym źródłem wiedzy na temat lir korbowych i to oni zmotywowali mnie do wykonywania lir.

zdjęcia: Piotr i Dorota Piszczatowscy

Podczas 17 lat pracy w rzemiośle lutniczym zrobiłam: pięcioro skrzypiec klasycznych, jedną gitarę klasyczną, ukulele i około 20 lir korbowych. Staram się, żeby każdy z instrumentów był wyjątkowy i „mój”. Obecnie jestem na etapie renowacji skrzypiec ze skrzydlatą duszą Antoniego Hybla z kolekcji PTTK w Gorlicach. Wzorując się na tym modelu, buduję nowe instrumenty, które posłużą w przyszłości do prowadzenia wykładów i warsztatów o tym artyście z moich okolic.

Każdy z wykonanych przeze mnie instrumentów ma swoją szczególną historię. Robione na zamówienie liry wykonane są z uwzględnieniem oczekiwań i marzeń klientów, ale w taki sposób, żeby wiadomym było, że wyszły spod mojej ręki. To ludzie są moją inspiracją –  ci, którzy u mnie zamawiają, ale także malarze z różnych epok historycznych przedstawiający na swoich obrazach instrumenty. Nie zawsze udaje mi się w sposób pewny zinterpretować zamysł techniczno – muzyczny ukryty w detalach czy kształcie namalowanego instrumentu. Niejednokrotnie zagadką jest to, jak instrument ma finalnie wyglądać i brzmieć. Budowanie instrumentu za każdym razem jest wyzwaniem a zarazem niezwykłą przygodą. 

zdjęcia: Piotr i Dorota Piszczatowscy

W mojej pracowni często pojawiają się instrumenty, których naprawy nikt nie chce się podjąć. Wyglądają, jak zdekompletowane puzzle 3D, w dodatku zjedzone przez robaki i czas. Jednak po wielu tygodniach wspólnego przebywania w jednym pomieszczeniu, zaczynamy znajdować nić porozumienia np. w postaci kilku strun albo włosia… I okazuje się, że jak bardzo się chce, to wiele się uda. I że takie instrumenty mogą zagrać jeszcze na niejednej potańcówce.

Od 2014 roku regularnie uczestniczę w Targowisku Instrumentów w Warszawie. Spotykam tam ludzi, którzy cieszą się z tego, co robią i robią to, co kochają. Podczas Targowiska panuje niezwykle przyjazna atmosfera a po Targowisku zawsze mam wiele refleksji związanych z podejściem twórcy do wykonywanych instrumentów. W tworzeniu instrumentów nie chodzi tylko o to, żeby trzymać się pewnych „ram”. Każdy lutnik chce na własny sposób pokazać, że jego instrument jest szczególny, jedyny w swoim rodzaju.

Muszę przyznać, że są też dni, kiedy wszystko idzie jak po grudzie, bo klej nie chce kleić, bo dłuta nie chcą współpracować, bo lakier źle się nakłada i trzeba go zmyć… Ale instrument to wdzięczna „istota”, która odpłaca się za trud i pracę. Moment, w którym zakłada się struny, wystarczy, żeby na twarzy pojawił się uśmiech. A gdy widzimy, że instrument daje innym radość przy śpiewach i tańcu, wszystko nabiera sensu.

zdjęcia z archiwum Katarzyny Bednarz

 

Kontakt:
Katarzyna Bednarz
Kobylanka 379

38-303 Kobylanka
tel. 510112632
facebook.com/kasia.bednarz

Krzysztof Choruta

Tagi:

W swoim życiu odnalazłem kiedyś piękną pasję – sztukę ludową. Towarzyszy mi ona od blisko 20 lat. Wykonane przeze mnie rzeźbione ptaszki i aniołki goszczą w wielu domach, wywołując wiele uśmiechów i radości. Jednak tradycyjne jarmarki ludowe, na których bywam, to nie tylko sztuka ludowa, to również płynąca ze sceny muzyka, tak osobliwa i urokliwa, że trafia wprost do serca. Trafiła również do mojego.

Kiedy byłem nastolatkiem, podobnie jak większość moich kolegów, słuchałem Led Zeppelin i Perfectu. Wtedy zapadła pierwsza ważna decyzja: ja też chcę grać. Pierwszą gitarę tzw. pudło, zrobiłem własnoręczne razem z moim Ojcem w garażu. Potem, za zaoszczędzone kieszonkowe, kupiłem sobie gitarę „Defil”. Zapisałem się też na kółko muzyczne do domu kultury, gdzie realizowałem się, jako początkujący muzyk amator. Ale to mi nie wystarczało. Ciągłe „dudnienie w pokoju” oraz pragnienie posiadania jeszcze lepszego instrumentu, kazały mi nieustannie majsterkować w przydomowym warsztacie. Tam powstawały moje kolejne, coraz to lepsze, gitary. W taki to sposób nabywałem nowych doświadczeń w budowaniu instrumentów.

Kilkanaście lat temu, na jednym z jarmarków sztuki ludowej, spotkałem Andrzeja Staśkiewicza, obecnie mojego przyjaciela z Kurpiów. Wyjął z torby coś, co wyglądało, jak pół gitary i pół akordeonu. Od pierwszych chwil zafascynowałem się tym instrumentem… I tak zaczęła się moja przygoda z lirą korbową. Wtedy też wydobyłem z liry pierwsze dźwięki. Nie był to żaden utwór ludowy, ale fragment solówki gitarowej Deep Purple – „Highway Star”. Wszystkich słuchających ta wersja „bardzo urzekła”. Łzy ze śmiechu płynęły jak rzeka i bolały nas brzuchy przez resztę dnia. Od tej pory zacząłem zbierać informacje potrzebne do tego, aby spełnić swoje nowe marzenie – zbudować własną lirę korbową. Teraz, po kilkunastu latach, mam już własny instrument, oczywiście zbudowany własnoręcznie.

Ciągle buduję następne, wprowadzając kolejne usprawnienia. Muzyka, jaką gram, również się zmieniła. Skrzętnie wyszukuję w różnych źródłach utworów pisanych na lirę pochodzących z Francji, Niemiec, Holandii, Szkocji… Uczę się gry ze słuchu. Ciągle poszerzam swój program. Czasami otrzymuję zaproszenia do zagrania minirecitali i wygłoszenia krótkiej pogadanki o historii tego instrumentu. Lira to instrument, któremu bezgranicznie oddałem serce. Poświęcam jej cały swój wolny czas.

Zbudowanie liry to wielkie wyzwanie, to długi i złożony proces. Trzeba posiadać wiedzę dotyczącą różnych dziedzin, np. konstrukcji i budowy instrumentów, stolarstwa, tokarstwa… Trzeba mieć opanowane przynajmniej podstawy muzyki. Bez zaplecza technicznego, czyli odpowiednich narzędzi, również niewiele można zdziałać. Ale mimo wszystko każdego zachęcam, aby spróbował swoich sił i zbudował sobie taki instrument – a potem grał i grał…

Zdjęcia z archiwum Krzysztofa Choruty

 

KONTAKT

Krzysztof Choruta

Sokołów Podlaski

e-mail: likola@wp.pl